Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytki Żyrardowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytki Żyrardowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 listopada 2014

Epizod 100 -Dom zarządcy parku z oranżerią w tle

       Pięknie odrestaurowany parterowy domek. Tak podobny do innych reliktów ery fabrycznej, a jednak zupełnie inny. Unikalny. To, co go odróżnia to „mur pruski”, konstrukcja niespotykana  w mieście. 

    Wykupiony na własność w 1996 roku przez jedną z rodzin doczekał się w końcu pilnego i naglącego remontu. Opłaciło się. Dziś pozostaje jednym z najgustowniejszych domów jednorodzinnych w Żyrardowie. 
    Historia jego powstania sięga lat 1883-1884 kiedy to został wybudowany i przysposobiony na biuro zarządcy parku. Różnił się on znacznie od dzisiejszego stanu. Pod koniec XIX wieku funkcjonował jako piętrowy budynek z bogato zdobioną drewnianą nadbudową oraz zwieńczony stromym dachem wykonanym z dachówki cementowej. Zwano go potocznie „willą Zakopianką”. Jak na ironię losu budynek w stanie praktycznie nienaruszonym przetrwał oba światowe konflikty, służąc nawet jako punkt zborny żołnierzy AK. Również czasy upaństwowienia, kiedy to został oddany w zarząd Zakładom Lniarskim nie wpłynął znacząco na pogorszenie jego stanu. Dopiero pożar z 1961 roku, który wybuchł na piętrze, niszcząc je praktycznie doszczętnie , spowodował podjęcie trudnej decyzji o nie odtwarzaniu zniszczonej kondygnacji, stając się wówczas budynkiem parterowym.
  Wtedy oto, w połowie lat 60-tych XX wieku zarząd nad budynkiem przejęło miasto, rozpoczynając bardzo szybki proces destrukcji zabytku. Nie uważając za konieczne przeprowadzanie chociażby podstawowych prac konserwatorskich, stan jego dramatycznie się pogarszał. I zapewne podzieliłby los wielu innych budynków będących pod zarządem Urzędu Miasta, gdyby nie wspomniana rodzina, która odrestaurowała go tchnąc w jego mury drugie życie.

    Niestety nie miał aż tyle szczęścia sąsiadujący z willą budynek dawnej oranżerii.  Kilkanaście lat później, w latach 1899-1903, na tyłach „pruskiego domku” wzniesiony został parterowy budynek z mansardowym dachem, jakże charakterystycznym dla innych ówcześnie budowanych domów, ot choćby „pałacyków”. Charakterystyczne półkoliste drzwi oraz okna nadawały budowli wyjątkowy charakter. Przekraczając drzwi wejściowe gość wstępował do całkiem sporego pomieszczenia stanowiącego centrum oranżerii. W kierunkach południowym i wschodnim wyrastały dwie identyczne szklarnie, gdzie uprawiano wiele gatunków rzadkich roślin. Jeszcze w latach 70-tych XX wieku budynek przedstawiał się w zupełnie przyzwoitym stanie, choć nie spełniał już swojej pierwotnej funkcji. 
   Dziś po oranżerii nie pozostał żaden ślad. Budynek stopniowo, acz konsekwentnie zapadał się w sobie. Bez żadnego nadzoru oraz jakichkolwiek prac konserwatorskich finalnie zniknął z krajobrazu Podlasu. Piękne, nowoczesne bloki mieszkalne oraz zadbany trawnik zajęły miejsce zabytkowej oranżerii, którą dziś możemy z nostalgią podziwiać jedynie na dawnych fotografiach.    

środa, 22 października 2014

Epizod 98 - Jak na naszych oczach giną zabytki - areszt carski przy ulicy Bolesława Limanowskiego

    Wciśnięty gdzieś pomiędzy nowoczesne bloki, a zabytkowe domy robotnicze. Mimo, iż usytuowany dziś praktycznie w centrum miasta, z dnia na dzień staje się coraz mniej widoczny. Dobudowany od strony zachodniej postsocjalistyczny garaż oraz zwisające rzędami sznury z wysychającą bielizną. Od czasu, gdy nad większą częścią zawalił się dach, a ściana boczna pękła otwierając jego czeluści dla przypadkowych przechodniów, historia zaczęła zapisywać karty zupełnie przyziemnymi ale systematycznymi zdarzeniami, doprowadzającymi powoli do jego całkowitej destrukcji. Przyroda i żywioły wzięły sprawy w swoje ręce.

   Wcześniej jednak proces ten zapoczątkowany został przez okolicznych opijusów, którzy upatrzyli sobie jego cztery ściany jako doskonałe miejsce do organizowania libacji alkoholowych i dopiero zawalenie się drewnianego stropu oraz przerobienie jego części na graciarnię oraz komórki, przerwało ten barbarzyński proceder profanacji miejsca upamiętniającego historię żyrardowskich robotników, walczących o wolność, godną pracę oraz poprawę swojego jakże ciężkiego bytu początków XX wieku. 

    Dziś jednak mało kto pamięta, jaką rangę historyczną ma to miejsce i ten walący się, niepozorny budynek. 

    Historia powstania aresztu carskiego sięga roku 1899, kiedy to został  on wybudowany przy ulicy Długiej tuż za ostatnimi fabrycznymi domami, w niewielkiej odległości od siedziby wójta mieszczącej się przy ulicy Teklinowskiej, dziś Ludwika Waryńskiego. Lokalizacja nie była przypadkowa. Jak najdalej od Osady, niewidoczny dla żyrardowskich robotników. A dalej tylko pola, mokradła i odległy cmentarz.

Od samego początku miał on ściśle przypisaną rolę. Przetrzymywano w nim aresztantów. Głównie prowodyrów i uczestników nasilających się strajków robotników żyrardowskich zakładów oraz Rewolucji 1905. Zwykle krótkoterminowo, których następnie albo wypuszczano, albo przewożono do Warszawy m.in. Cytadeli. Cały areszt składał się z czterech maleńkich celi. Podłoga wybrukowana została kocimi łbami, a w każdym z pomieszczeń znajdowało się jedno niewielkie okienko zabezpieczone grubymi stalowymi prętami. A do tego solidne metalowe drzwi z judaszem.

   Na naszych oczach znika kolejny zabytek. A tak niewiele potrzeba, aby go uratować. Nie ma on przecież kubatury Resursy czy Kantoru. Jego odrestaurowane nie jest związane z poniesieniem wielomilionowych kosztów, a jego wartość historyczna wydaje się nieznacznie mniejsza niż wymienionych żyrardowskich kolosów. Ba, przecież to praktycznie rówieśnik Kantoru, czy Kościoła Karola Boromeusza, a starszy brat Domu Ludowego. A to że niepozorny i niereprezentacyjny?

piątek, 6 czerwca 2014

Epizod 85: Nowa Szkoła Fabryczna, czyli kaganek oświaty dla przyszłych robotników


          Kształtująca się pod koniec XIX wieku Osada Fabryczna zagospodarowana została, przez nad wyraz przedsiębiorczych i przezornych właścicieli fabryki, we wszystkie niezbędne do samowystarczalnego funkcjonowania budynki socjalne, skupione wokół Zakładów Żyrardowskich. W przyszłym Żyrardowie wybudowana została bowiem ochronka dla najmłodszych latorośli, szpital fabryczny, ambulatorium, czy nawet biblioteka fabryczna. Osada posiadała kościoły różnych wyznań oraz trzy szkoły, ze ściśle przypisanymi zadaniami kształcenia odpowiedniej przyszłej kadry. I tak, Kantoratschule miał za zadanie "dostarczyć" w przyszłości urzędników, natomiast zadanie wykształcenia głównie przyszłych robotników fabrycznych spoczęło na Nowej Szkole, dziś funkcjonującej pod patronatem Marii Konopnickiej.
          Otóż owa szkoła została wybudowana w latach 1882/83, na obszernym placu między ulicami Szkolną i Długą, zgodnie z projektem lipskiego architekta A.Bergera. Poczatkowo posiadała tylko jedno piętro, jednak w 1914 roku dobudowano kolejne dwa, przy czym ostatnie mieściło tylko obszerną salę gimnastyczną. Sam budynek został wyposażony w oświetlenie gazowe oraz piecowe ogrzewanie.
        Szkoła im. M.Konopnickiej była jednostką trzyoddziałową z klasa wstępną, a sam proces nauki trwał od 4 do 6 lat. Obowiązywało w niej oczywiście kryterium wyznaniowe, także w polskich klasach uczyli sie Katolicy, natomiast w niemieckich - Ewangelicy.
     Szkoła, w początkowych latach, posiadała 11 sal lekcyjnych, w których uczyło się około1300 uczniów. Program szkolny obejmował dość szeroki zakres przedmiotów, a mianowicie czytanie i pisanie w języku rosyjskim, podstawy rachunkowości, geografię, przyrodę, historię cesarstwa rosyjskiego, religię oraz robótki ręczne, co w odniesieniu do dzisiejszych czasów i programów szkolnych stanowiło nie lada wyzwane dla młodych adeptów. Dodatkową trudnością był fakt łączenia klas, wstępnej z pierwszą i drugiej z trzecią. Po ukończeniu szkoły, tak na oko trzynastoletnie dzieci, rozpoczynały swoją "karierę" zawodową. Jeśli były zdolne i wyróżniały się w szkole, trafiały do kantoru, jeśli nie, stawały się sukcesorami ścieżki kariery wydeptanej przez swoich rodziców zgodnie z "tradycją" zakładów lniarskich.
Nowa Szkoła obecnie
       Wybuch I wojny światowej przerwał rozwój placówki, a stacjonujące w tymczasowych koszarach wojska oraz ulokowany tam następnie szpital przyczyniły się do powstania znacznych zniszczeń, które po odzyskaniu niepodległości przez Polskę należało jak najszybciej usunąć i przywrócić szkole funkcje dydaktyczne. Jako, że zabrano się energicznie do działania, już w roku 1919 wprowadziła się do budynku Publiczna Szkoła Powszechna im. M.Konopnickiej, a pierwszą kierowniczką została Ludwika Halina Frydrych.
       Wubuch II wojny światowej był jak deja vu. Już w grudniu 1939 roku Niemcy nakazali opuścić budynek, przekształcając go w szpital wojskowy. Na szczęście część majątku oraz pomoce naukowe udało sie wynieść i umieścić w lokalach prywatnych, gdzie nadal prowadzono nauczanie, tuż pod nosem okupanta.
      Po zakończeniu działań wojennych, mimo niewielkich zniszczeń, trudno było uruchomić ją w takim samym zakresie jak przed wojną. Wielu młodych ludzi nie było w stanie rozpocząć nauki, z prostego powodu, ważniejszą rzeczą było zarabianie na życie, na jakże potrzebny chleb. Lata mijały, a szkołę coraz bardziej nadgryzał ząb czasu. W końcu nadszedł długo wyczekiwany remont, który trwał aż 7 długich lat (1977-1984). W tym czasie uczniowie zostali rozdzieleni po innych placówkach edukacjnych, szkołach nr 1, 6 i 7. Po powrocie, w roku 1985, rozpoczęli w końcu naukę w nowo wyremontowanym budynku.
      Dziś Szkoła Podstawowa nr 2, po przekształceniu w 2002 roku, funkcjonuje jako Publiczne Gimnazjum nr 2 im. M. Konopnickiej.

 

środa, 21 maja 2014

Epizod 82: Carl Dittrich Haus, czyli historia popularnego Ludowca


       Dawny Plac Wolności (dzisiejszy Świętego Jana Pawła II) będący centralnym punktem tak Osady jak i tworzącego się miasta, stopniowo zapełniał się zabudowaniami, które aż do dnia dzisiejszego tworzą żywy skansen fabrycznego Żyrardowa. Ostatni z niezagospodarowanych jeszcze placów po lewej stronie, tuż za budynkiem dawnej szkoły żeńskiej, w przeciągu dwóch lat (1910-1912) wypełnił jakże charakterystyczny i nad wyraz futurystyczny jak na owe czasy "Carl Dittrich Haus", czyli popularny "Ludowiec". Wymyślność kształtu i formy oraz całkowicie nieregularna bryła, wpisała się w obraz miasta stając się punktem odniesienia.

     Trzykondygnacyjny budynek z wysokim, czterospadowym dachem głównej części oraz jakże odmienną wieżą przypominającą kopułę planetarium. Na 1274 m kw powierzchni udało się zbudować scenę z balkonem oraz niestniejącą już dziś galerią, a także całkiem sporą liczbę pomieszczeń. Jednym z nowatorskich rozwiązań konstrukcyjnych było użycie żelazobetonu podobnież nigdy wcześniej nie zastosowaną na Mazowszu.
   Huczne otwarcie nastąpiło 26 stycznia 1913 roku, a wśród zaproszonych gości nie mogło zabraknąć członków zarządu zakładów, dyrektorów, czy władz miejskich. Niewiele miejscówek udostępniono jednak dla tych, którzy mieli z niego korzystać na co dzień, czyli zwykłych robotników. Podczas uroczystego otwarcia koncert zagrała orkiestra fabryczna pod dyrekcją A.Groha, a sama dyrektor biblioteki zakładowej - Pani Teodora Popowska wygłosiła "Prolog" specjalnie na ta okazje stworzony.

      Po uruchomieniu Domu Ludowego odbywały się w nim koncerty chórów "Echo" oraz "Lira", a także "Chóru Sumowego" czy orkiestry dętej Adaszewskiego. Szybko jednak okazało się, że przeznaczenie budynku musiało uleć diametralnej zmianie. 
     Podczas I wojny światowej sala widowiskowa, mogąca pomieścić wraz z balkonem i galerią ponad 1000 osób, zamieniła się w jeden wielki szpital wojskowy, nota bene jeden w wielu w przyfrontowym mieście. Po zakończeniu działań wojennych Ludowiec znajdował się w tragicznym stanie. Szybko jednak udało się go przystosować do kolejnej, poza oczywiście statutową, funkcji w odradzającej się Polsce. Otóż stał się również miejscem organizowanych spotkań i wieców. Już 18 listopada 1918 roku wiec Rady Delegatów Robotniczych dał zwycięstwo Lewicy. Wkrótce jednak, po raz kolejny, Dom Ludowy znalazł się na zakręcie historii.
     Dojście do władzy Boussaca stopniowo deprecjonowało zadania jakie miał przypisane, ostatecznie powodując nawet jego chwilowe zamknięcie.
    Tuż po wybuchu II wojny światowej Dom Ludowy stał się punktem zbornym wywożonych  na roboty do Rzeszy, później znów szpitalem wojskowym. Podobnież na scenę wstawiono stół operacyjny, a w piwnicach ulokowano "odwszalnię".
    Mimo wielokrotnych zawiłości i zakrętów, na jakich znalazł się Ludowiec, zawsze wracał on jednak do pierwotnego celu - szeroko rozumianego propagowania kultury i sztuki.
   Dziś pod nową nazwą, Centrum Kultury, nadal spełnia swój podstawowy cel, służąc rozwojowi życia kulturalnego mieszkańców miasta.  

środa, 23 kwietnia 2014

Epizod 75: Szkoła dla przyszłych urzędników, czyli Kantoratschule


    Pomiędzy rokiem 1896, a 1899 północno-zachodni narożnik dawnego placu targowego wypełniono trzypiętrowym, podpiwniczonym budynkiem z czterospadowym dachem z ryzalitami z każdej strony, który miał służyć jako pierwsza w Osadzie szkoła świecka dla przyszłych elit urzędniczych, przyszłych pracowników Kantoru Głównego, czyli szerzej znana jako "Kantoratschule i Madchenschule". Powstała ona z inicjatywy samego Karola Dittricha juniora, głównie dla dzieci z rodzin dyrektorskich i urzędniczych zakładów żyrardowskich.  Elewacja, jak w większości budynków fabrycznych była nieotynkowana, ale wzbogacona o poziome pasy boni oraz kordonowe gzymsy. W tym samym okresie wypełniono południowo-wschodni, przeciwległy narożnik, budynkiem dziś będącym pustostanem, ale jeszcze niedawno służącym za urząd pocztowy. 

Rolą tejże szkoły było kształcenie przyszłych kadr urzędniczych i przygotowanie nowego narybku do pracy w jakże pożądanym Kantorze Głównym. W początkowych latach była to szkoła, która w godzinach popołudniowych mieściła również szkołę dla dziewcząt, przyszłych krawcowych w żyrardowskiej fabryce.
Pierwszym kierownikiem nowej placówki oświatowej został Adolf Hauptmann i funkcję tą sprawował aż do roku 1912.
Tuż po wybuchu I wojny światowej mury szkoły mieściły szpital polowy, ale już od drugiej połowy 1915 roku, po wejściu do Żyrardowa Niemców, ponownie powrócono pierwotne przeznaczenie budowli.
       W 1921 roku dawny Kantoratschule przemianowano na Publiczną Szkołę Powszechną im. Staszica.
      II wojna światowa ponownie zmieniła przeznaczenie budynku i ponownie, tak jak dwadzieścia pięć lat wcześniej, założono szpital dla żołnierzy niemieckich. Niestety pomoce naukowe i sprzęty szkolne tylko  niewielkiej części udało się przeniseść do domów fabrycznych, ogromną większość Niemcy zniszczyli. Po likwidacji szpitala na terenie szkoły szybko została otwarta szkoła dla dzieci Volksdetaschów oraz dzieci żyrardowskich Niemców.
      Po zakończenieu działań wojennych w budynku Kantoratschule ponownie otwarto Szkołę Powszechna nr 3 im. Staszica, udostępniając również pomieszczenia dla Gimnazjum i Liceum dla Dorosłych "TUR". 
    

wtorek, 11 marca 2014

Epizod 63: A miał być tylko tymczasowo, czyli pierwszy kościół katolicki w Żyrardowie

       Ludności w Osadzie przybywało, zwłaszcza katolickiej. Kiedy ich liczba przekroczyła 6 tysięcy zaczęto zdawać sobie sprawę, iż dłużej nie można zwlekać ze zorganizowaniem, choćby na dobry początek, kaplicy aby ulżyć rzeszom katolików w ciągłych marszach do pobliskich Wiskitek. Deszcz czy śnieg, mróz czy upał, tłumy mieszkańców Osady przemierzało te kilka kilometrów, czy to do kościoła, czy na cmentarz, czy też w końcu każdorazowo kiedy potrzebowali załatwić jakąkolwiek sprawę wymagającą wizyty u proboszcza. Dittrich również czuł, że robotnicy nie tylko potrzebują zatrudnienia i chleba, ale również zapewnienia atmosfery religijności i potrzeb duchowych.
        Dlatego w 1872 roku właściciele wystąpili do władz o urządzenie tymczasowej kaplicy na Rudzie. Projekt zaczęto realizować jednak dopiero w 1880 roku przyczyniając się do otwarcia pierwszej żyrardowskiej kaplicy katolickiej z dniem 21 marca 1882 roku.
Pierwszym kapelanem został mianowany Konstanty Folksmann podlegający jednak bezpośrednio proboszczowi z Wiskitek. 

      Liczba katolików rosła i kiedy szybko przekroczyła liczbę 12 tysięcy dusz, Dittrich junior zdecydował  o konieczności pobudowania kościoła katolickiego z prawdziwego zdarzenia. W samym centrum dzielnicy robotniczej, aby mieli jak najbliżej. I tak oto z własnych funduszy rozpoczął jego budowę, także już po niespełna dwóch latach, 8 grudnia 1891 roku został on oficjalnie wyświęcony w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny przez księdza dziekana Antoniego Maciążkiewicza z Grodziska Mazowieckiego. Kościół był jednak nadal tylko kościołem filialnym parafii w Wiskitkach.
       Kiedy w 1893 roku w końcu otrzymał zezwolenie na zakładanie ksiąg parafialnych do utworzenia samodzielnej i odrębnej parafii był już tylko krok. Prekursorem walki o jej zaistnienie był ksiądz Antoni Gniazdowski, którego w 1897 roku władze carskie usunęły. Następcą został ks. Władysław Żaboklicki, któremu przypadł zaszczyt zostania pierwszym proboszczem żyrardowskiej parafii. 
     Patronem mianowano Karola Boromeusza, prawdpodobnie oddając w ten sposób hołd fundatorowi Karolowi Dittrichowi juniorowi, który w 1898 roku, w momencie erygowania samodzielnej parafii z Żyrardowie, podarował jej kościół na wieczystą dzierżawę i tak oto kościół Karola Boromeusza choć tylko na kilka lat stał się główną parafią Żyrardowa, aż do momentu wyświęcenia kościoła farnego.
     Od początku bowiem zakładano, że będzie to tylko tymczasowy kościół, aż do momentu oddania do użytku nowego, dużego, na którego wziesienie przygotowany był już przecież odpowiedni plac.
Po wzniesieniu żyrardowskie fary, najpierw planowano oddać stary kościół ewangelikom, jednak Ci w niedługim czasie pobudowali własny przy ulicy Sokulskiej. Kolejnym pomysłem był plan przeznaczenia go dla uczniów szkół fabrycznych i oficjalistów, ale władze carskie nie wyraziły na to zgody planując otwarcie cerkwi w jego murach. Jednak veto Żabolkickiego zapobiegło tym działaniom. W końcu stary kościół został kościołem szkolnym, a nastepnie rektorskim.
     Kościół został zbudowany jak większość budynków w Osadzie z czerwonej, nieotynkowanej cegły, tym razem w stylu gotyku niemieckiego na planie prostokąta. Trzy nawy, przy czym główna  nieznacznie wyższa od bocznych rozdzielone zostały sosnowymi, kwadratowymi filarami. Każdy z trzech ołtarzy ma swojego patrona, główny - Karola Boromeusza i Matkę Boska Częstochowską, boczne zaś poświęcono Chrystusowi Dobremu Pasterzowi oraz Matce Bożej Niepokalnie Poczętej. Piekny obraz patrona kościoła namalował nadworny artysta rodu Dittrichów - August Frind. Nad tabernakulum, za wierną kopią obrazu wybitnego barokowego malarza hiszpańskiego Bartolomé Estéban Murillo, w specjalnej szafie umieszczony jest wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, niewidoczny dla oczu modlących się w zwykłe dni tygodnia z wyjątkiem maja i października. 

      W ostatnich latach kościół ponownie odżył i nabrał piękna. Zostały bowiem zrekonstuowane przepiękne polichromie, wpierw w prezbiterium oraz nad ołtarzami bocznymi, obecnie zaś stopniowo w nawach bocznych. Również otoczenie powoli acz konsekwentnie nabiera uroku i cieszy oczy wiernych, zwłaszcza wiosną i latem, kiedy to kwitną róże i hortensje, a zadbana i przystrzyżona trawa zielonym dywanem otacza dom modlitwy.   


czwartek, 6 lutego 2014

Epizod 54: Żyrardowski Bank - secesja na ulicach miasta


              Wyjeżdżając z tunelu, od strony Mszczonowa, centrum Żyrardowa wita nas pięknie odnowionym, secesyjnym budynkiem Banku. Jednak na początku XX wieku teren, na którym się on znajduje należał do Rudy i był poza Osadą, stopniowo jednak asymilując się z prężnie rozwijaną częścią fabryczną. To tutaj w latach 1911-1913, czyli tuż przed wybuchem I wojny światowej wzniesiono, dziś gruntownie odnowiony i zadbany budynek, który miał służyć jako siedziba dla Żyrardowskiego Towarzystwa Wzajemnego Kredytu, spółdzielczej formy wsparcia gospodarczego w okolicy. 
      Owo Towarzystwo powstało w Wiskitkach w roku 1872 jako Towarzystwo Zaliczkowo-Wkładowe, a założycielami byli Karol Steizig, Mikołaj Wątróbski, Aleksander Jawurek, Roman Pawłowski, Jan Kreter oraz Romen Oppenheim. 
       Główny jednak wkład w tworzenie towarzystw zaliczkowo-wkładowych miał ks. Jan Tadeusz Lubomirski. Dzięki jego zapałowi i aktywnym działaniom powstały, na wzór kasy Schultzego z Delitsch trzy pierwsze w Królestwie Polskim: wiskicka, grójecka i kutnowska. 
     Było to stowarzyszenie o charakterze typowo rolniczym. Oparte na samopomocy, będące jednym z pierwszych założonych na ziemiach polskich. Towarzystwa takie stały się doskonałym środkiem poddźwignięcia opłakanego stanu finansowego drobnych rolników oraz dawały możliwości zaciągnięcia kredytu na prowincji ułatwiając uwolnienie się tychże przedsiębiorców od wszechobecnej lichwy. Dodatkowym ułatwieniem dla zakładania takich stowarzyszeń była "ustawa normalna" kas zaliczkowo-wkładowych według której już dwadzieścia osób z jednej miejscowości mogło założyć takie stowarzysznie, aby tylko wkład pojedyńczych osób był minimum 50 rubli. 
          Towarzystwo rozrastało się i pozyskiwało coraz to nowych członków, a równocześnie rosła rola Osady i generalnie całego obecnego Żyrardowa kosztem Wiskitek właśnie.
          W roku 1901 Towarzystwo Zaliczkowo-Wkładowe przekształcono w Towarzystwo Wzajemnego Kredytu. Wkrótce okazało się, iż szybko wzrastającą liczbę członków, niewystarczające zasoby lokalowe w Wiskitkach oraz utrwalenie się czołowej roli Żyrardowa w okolicy wymusiły, w roku 1911, przeniesienie siedziby do Żyrardowa. W tym celu nabyto plac
o powierzchni 955 m kw na terenie Rudy od Benjamina Oxnera, celem posadowienia tam nowej siedziby.
         Szybko zabrano się do działania. Zatrudniony majster z Grodziska, T. Żołądkowski, w ciągu dwóch lat wykonał zadanie, oddając dwupiętrowy budynek w stylu secesyjnym z attyką oraz bogato zdobionym wnętrzem i ornamentyką, do dyspozycji finansjery.
        Oficjalne otwarcie nastąpiło 7 grudnia 1913 roku jednak wkrótce I wojna zakończyła działalność Towarzystwa. Po wygasnięciu działań zbrojnych zwołano komisję likwidacyjną. Józef Krauze, Alfred Husarek oraz dr Zenon Tokarski  rozpoczęli starania o przekształcenie Towarzystwa w bank akcyjny, także w 1921 roku rozpoczął działalność „Bank Żyrardowski S.A.”.
       Nie minęło kilka lat i nastąpiło kolejne przekształcenie, tym razem w "Wzajemny Kredyt Spółka z o.o." i w takim stanie przetrwało do II wojny światowej.
      Kiedy okupant opanował miasto z tylko im wiadomych przyczyn Niemcy zainstalowali w murach byłego banku pocztę, natomiast spółka zmuszona była przenieść się do lokalu przy ulicy Sienkiewicza 4.
     "Wyzwolenie"  przywróciło pierwotne przeznaczenie dla tego reprezentacyjnego budynku. Stał się wówczas siedzibą spółki kredytowej, a w latach pięćdziesiątych oddziałem Narodowego Banku Polskiego.
     Obecnie, zgodnie z pierwotnym założeniem, nadal pełni funkcję finansową będąc siedzibą Banku PKO S.A.


 

czwartek, 30 stycznia 2014

Epizod 52: Ochronka fabryczna


       Zagospodarowując plac targowy, który obejmował teren dzisiejszego placu Jana Pawła II, w jego  południowej części, troszkę w głębi postanowiono wybudować ochronkę dla dzieci robotników żyrardowskich. Powód jej budowy był prosty.
     
      Szybki rozwój zakładów, a co za tym idzie potrzeba zwiększenia zatrudnienia, zmusiły właścicieli do szukania potencjalnych źródeł siły roboczej. Uwagę ich zwróciła duża liczba niepracujących kobiet, kobiet zajmujących się domem i opieką na swoimi dziećmi. Aktywacja zawodowa tej znacznej liczby przyszłych pracowników byłaby możliwa w przypadku znalezienia możliwości opieki nad ich potomstwem.  Postanowiono wówczas wybudować ochronkę dla dzieci robotników, do czego przystąpiono w 1875 roku. Była ona wówczas jedną z pierwszych tego typu placówek w Królestwie Polskim. 
Ochronka Fabryczna

     Budynek ochronki został wybudowany na rzucie prostokąta z trzyosiowym ryzalitem od frontu. Budynek zwieńczony jest wieżyczką nakryta hełmem. Budynek główny połączony jest korytarzem, w którym obecnie mieści się szatnia, z salą balową. Po obu stronach wybudowano boczne skrzydła mieszczące sale oraz pomieszczenia sanitarne. Na pierwsze piętro można dostać się trzema klatkami schodowymi. Budynek został wykonany, jak większość fabrycznych budynków, z nieotynkowanej cegły. Rozkład pomieszczeń był również nader funkcjonalny. W części centralnej znajduje sie administracja, a w przedłużeniu "sala Dittricha" wsparta na monumentalnych kolumnach z popiersiem fundatora w centrum, czyli najbardziej reprezentacyjne miejsce w budynku. Boczne skrzydła mieściły klasy dla dzieci oraz część pomieszczeń gospodarczych i sanitarnych. Ponadto w roku 1885 ochronkę rozbudowano.

       W celu zapewnienia opieki nad robotniczymi dziećmi, wybudowano również budynek mieszkalny dla opiekunek i nauczycielek zwany „babińcem”.  Budynek ten zamieszkiwało około 30 opiekunek. Piękny, obszerny taras pozwalał na spędzanie wolnego czasu przy herbatce, wnętrze zaś zawierało obszerny salon z fortepianem oraz czytelnię. Opiekę na dziatwą roztaczało około trzydzieści nauczycielek oraz co najmniej tyle samo personelu pomocniczego.
      Do ochronki, w początkowych latach, uczęszczały wszystkie dzieci powyżej trzech lat, jednak zwiększanie się liczby zatrudnionych, a co za tym idzie wzrost liczby dzieci wymagających opieki, wymusił ograniczenie się do jednego dziecka z rodziny. Pozostałymi z reguły zajmowało się starsze rodzeństwo, bądź z braku takiej możliwości, przebywały z rodzicami w fabryce pomagając im w pracy.
     Wokół budynku zorganizowano piękny ogród oraz plac zabaw,  a klasy zostały podzielone dla dzieci polskich i niemieckich. Corocznie w placówce opieką otoczone było około 1000 dzieci, a koszt ich utrzymania wynosił około 30 tyś rubli, czyli mniej więcej 30 rubli rocznie na dziecko.
    
     Jednym z najmilej wspominanych dni w roku było Boże Narodzenie, kiedy to sam Karol Dittrich junior odwiedzał dzieci w Ochronce, obdarowywał prezentami i słodyczami. Były to z reguły fartuszki, koszulki, czy spódniczki, a także owoce i ciastka. Taka hojność właściciela zakładów była niezwykle mile widziana i stanowiła, zwłaszcza dla najbiedniejszych dzieci oraz sierot, istotny zastrzyk jakże potrzebnej i niezbędnej pomocy.  W podzięce za te dary dzieci zebrane wokół marmurowego popiersia Karola Dittricha śpiewając skomponowaną pieśń dziękczynną, prosiły o zdrowie dla właściciela.

A brzmiało to tak:

"Radośnie gwiazdkę witamy
Szczęśliwy dzisiaj dzień mamy
Przez pana Dittricha dar
Jego ojcowska opieka
Alibo zawsze nas czeka
Więc Cię o Boże prosim w pokorze
Dnia każdego o zdrowie Jego".
     
Pracownicy ochronki organizowali również zajęcia haftu i szycia dla dziewczynek pomiędzy 7, a 14 rokiem życia przygotowując je, w ten sposób, do przyszłej pracy w zakładach.  Tym zajęciem objęte było średnio około 350 podopiecznych. 
    
    Karol Dittrich junior w geście wielkiej hojności, kiedy to sprzedał swój pakiet akcji w 1899 roku, przeznaczył 500 tyś. rubli na funkcjonowanie Ochronki w przyszłości.
   
    Jedną z ciekawostek związanych z Ochronką jest obecność w roku 1889, na zaproszenie Karola Dittricha juniora, będącego w drodze z Moskwy do Berlina szacha Persji, dzisiejszego Iranu, który gościł  w murach ochronki. Podobnież szach zajechał powozem i witany przez szpaler dzieci wmaszerował do środka ugoszczony przez samego Karola Dittricha juniora.

       Jak się stało, że tak znamienity gość zaszczycił swoją obecnością żyrardowskie środowisko robotnicze?
Otóż, szach persji Nasr - Eddin, a dokładniej Naser ad-Din Szah Kadżar jako pierwszy z władców Persji skierował swoje zainteresowania w kierunku Zachodu, co było ogromnym szokiem w krajach muzułmańskich wrogo nastawionych do krajów giaurów. Wizyta w Żyrardowie odbyła się podczas trzeciej podróży po Europie w roku 1889 , a Szach widział w tych kontaktach możliwości rozwoju edukacji, technologii i nauki, które to następnie wprowadzał we własnem kraju. Starał się podczas tych podróży przedstawić Persję jako starożytny aczkolwiek cywilizowany kraj. Wcześniejsze podróże odbył w latach 1873 i 1878 . 

      Podczas swojego panowania pozaciągał olbrzymie pożyczki zagraniczne, aby sfinansować swoje osobiste, kosztowne podróże do Europy. Persja stała wówczas na skraju nędzy, a klęski głodu zabierały tysiące ofiar, dwór zaś dla swoich zbytków i przyjemności defraudował publiczne pieniądze na wielce kosztowne podróże. Kraj, za panowania szacha, opanowała wszechobecna korupcja. Wszystko to skończyło się zgładzeniem szacha 19 kwietnia 1896 roku. 
 

I tak na koniec, ciekawostką jest, to, że praprawnuczką szacha jest Marjane Satrapi, reżyserka i scenarzystka nominowanego do Oskara  „Persepolis” oraz autorka serii komiksów o tym samym tytułe.