Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karol Dittrich junior. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karol Dittrich junior. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 stycznia 2017

Epizod 142 - Architektura pałacyku Karola Dittricha juniora



  Czerwona, nieotynkowana cegła zasnuwa Żyrardów od ponad wieku. Na każdym kroku kolejne ceglane budowle przypominają o przemysłowej historii miasta, podkreślone przyznaniem tejże unikalnej na skalę europejską dawnej Osadzie Fabrycznej statusu Pomnika Historii. I jest to niezaprzeczalny fakt, iż miejsce na polskiej mapie historycznej Żyrardów zawdzięcza właśnie wielu milionom cegieł wytworzonych w pobliskiej radziejowickiej cegielni, gdzie mnogość kształtów mogłaby nie jednego przyprawić o ból głowy. Ale Żyrardów to nie tylko styl Zigelrohbau. To nie tylko otaczające nas z każdej strony odcienie czerwieni, ale również wiele innych budynków, czy to użyteczności publicznej, sakralnych, czy też typowo mieszkalnych prezentujących praktycznie wszystkie style architektoniczne jakie były popularne w Polsce pod koniec XIX oraz na początku XX wieku.

Zbudowany w latach 1885-1890 w stylu neorenesansowym pałacyk Karola Dittricha juniora pełnił funkcję reprezentacyjną istotną zwłaszcza po przekształceniu w 1885 roku Zakładów Żyrardowskich w Towarzystwo Akcyjne. W roku 1961 siedzibę znalazło tam Muzeum Historii Ruchu Robotniczego m. Żyrardowa przemianowane w 1976 roku na Muzeum Okregowe i w końcu w 2000 roku na Muzeum Mazowsza Zachodniego. I tu można by było zakończyć temat pałacyku Dittricha, gdyby nie przemilczany dotąd temat architektury chluby Żyrardowa i stylu w jakim został stworzony.

    Ten jakże charakterystyczny budynek zlokalizowany w parku zaprojektowanym przez ogrodnika Warszawskiego Ogrodu Botanicznego Karola Sparmana,  zbudowany został w stylu neorenesansowym, wpisującym się w ogólnie panujący wówczas historyzm nawiązujący i naśladujący minione epoki. Budynek wybudowany został jako siedziba reprezentacyjna i rzeczywiście wpisuje się idealnie w przykład stylowej miejskiej zabudowy końca XIX wieku i jak przystało na naśladownictwo renesansowych dzieł sztuki architektonicznej prezentuje on powściągliwy umiar, harmonię i spokój. Zgodnie z cechami stylu nadano mu doskonałe proporcje  i symetrię. Nic nie może się rzucać w oczy i wyróżniać, a uwagę i zachwyt ma wzbudzać całość i równowaga kompozycyjna.
     Rezygnacja z eksperymentów w strukturze budowli oraz zastąpienie gotyckiej czerwieni jasną elewacją nadaje mu powściągliwości, a zarazem dzięki zdobieniom elegancji i wykwintności. Podobnie jak w pobliskich willach dyrektorskich możemy podziwiać piękny mansardowy dach z ozdobnymi, łukowymi oraz dwuspadowymi lukarnami, a także koronkową, ozdobną balustradę, czyli niską ochronną barierą biegnącą wzdłuż krawędzi dachu. Mansardowy dach przywodzący na myśl dawne rezydencje francuskie spopularyzowany został przez architekta znad Loary okresu baroku Francoise Mansarta, pozwalając na zagospodarowanie poddasza, a co za tym idzie zwiększenie powierzchni użytkowej budynku. Symetrycznie rozłożone, po dwie łukowe lukarny ozdobione starożytnymi akroterionami (naszczytnikami) w kształcie palmety kryją owalne okna, w centralnej zaś części możemy podziwiać facjatkę z dwuspadowym nadokiennikiem. Identyczny rozkład znajduje się od strony ogrodu. Okna piano nobile, czyli kondygnacji mieszczącej pomieszczenia reprezentacyjne zostały zwieńczone naczółkiem. 
Samo wejście do budynku wyznacza skromny portal z boniowanymi, nieznacznie zaznaczonymi pilastrami, czyli płaskimi filarami przyściennymi. zaś nad drzwiami zastosowano półokrągłe naświetle. Portal zwieńczony został typowym dla architektury starożytnej i porządku klasycznego architrawem z tryglifem ozdobionym od dołu regulą wraz z sześcioma guttami.  Tuż nad portalem umieszczony został kartusz bez inskrypcji. Dwuskrzydłowe drzwi prowadzą do klatki schodowej prostej, jednobiegowej prowadzącej już bezpośrednio do pierwszej, reprezentacyjnej kondygnacji. Pod klasycznym gzymsem zastosowane zostało ząbkowanie natomiast ciosy narożne budynku zostały boniowane poziomo.

    Całość, zgodnie z renesansowymi detalami otacza boniowany cokół z oknami przyziemia.  Kolejną bardzo charakterystyczną cechą przeniesioną na dittrichowski pałac są ryzality, czyli fragmenty budynku wysunięte przed lico elewacji. W znajdującym się od frontu, umieszczono wejście do budynku, natomiast w tylnej widzimy widokowy balkon dodatkowo wsparty na oknie wykuszowym przyziemia. Zlokalizowane w bocznych osiach wyjścia prowadzą na podniesiony ponad otaczający teren taras boniowany oraz otoczony balustradą  Również ściana boczna skierowana ku Stelli posiada ryzalit zwieńczony płaskim daszkiem. 
     Jako że miasto jest dość młode nie ma możliwości ujrzenia w nim budowli w stylach daleko historycznych. Szczęśliwie XIX wiek i początek XX przyniosły nam powrót do szeroko pojmowanego historyzmu, a co za tym idzie powstawania budynków choć częściowo przypominających, bądź posiadających cechy budowli gotyckich, romańskich czy jak tu renesansowych.

      Niemniej interesująco jawią się wnętrza. Tuż za wejściem umieszczone zostały filary, a spoglądając ku górze możemy podziwiać kunsztownie odnowione kasetonowe sufity typowe dla epoki renesansu. Podobnie zdobienia wieńczą sufity w innych pomieszczeniach parteru, zwłaszcza pięknie prezentują się te dębowe z charakterystycznymi dla baroku wolutami (ślimacznicami) zaczerpniętymi ze sztuki antycznej.    

piątek, 30 maja 2014

Epizod 84: Kościół Matki Bożej Pocieszenia jako perła Mazowsza


          Już w trakcie budowy Kościoła pod wezwaniem Karola Boromeusza wiadomym było, że będzie on służył tylko tymczasowo, tylko do momentu pobudowania nowego, większego, monumentalnego obiektu kultu, jak plac, który od wielu lat stał zarezerwowany na ten cel. W nie tak odległych planach bowiem istniała już wizja stworzenia kościoła filjalnego, obecnej żyrardowskiej fary, która miała stać się wizytówką tworzącego się miasta, perełką całego Mazowsza.

        O dalekosiężnych planach i zamiarach włascicieli Żyrardowa świadczy fakt, iż na długo przed rozpoczęciem budowy świątyni, zarezerowano miejsce pod jego lokację. Plac targowy znajdujący się naprzeciwko głównej bramy Zakładów Żyrardowskich łączył się z drugim, podobnym placem, który miał w przyszłości stać się właśnie lokalizacją dla planowanego kościoła farnego. Krótko po objęciu stanowiska rektora kościoła filjalnego przez ks. Władysława Żaboklickiego, w dniu 12 lipca 1897 roku, przystąpiono do działania.
22 maja 1898 roku metropolita warszawski, arcybiskup Wincenty Teofil Chościak-Popiel, erygował rzymskokatolicką parafię pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia w Żyrardowie, jednocześnie mianując ks. Władysława Żaboklickiego na urząd proboszcza. Tak oto  ks. Władysław Żaboklicki zostaje pierwszym proboszczem kościoła Matki Bożej Pocieszenia.
         W 1899 roku hrabia Sobański ostatecznie, na mocy prawa, przekazał plac pod budowę nowego kościoła, a Karol Dittrich junior przeznaczył 90 tyś. rubli na ten zbożny cel. Wkrótce został utworzony komitet budowy, w którego skład wchodzili biskup Ruszkiewicz, Karol Dittrich oraz hrabia Kazimierz Sobański. Na członków nowo powstałego komitetu powołano proboszcza Żaboklickiego, Józefa Wątróbskiego, Józefa Krauze, Franciszka Kotlińskeigo oraz Czesława Oppenheima - same znakomitości żyrardowskiego świata duchownego, społecznego, jak i przemysłowego.


         Proboszcz Żaboklicki przedstawił projekt przyszłego kościoła, który wyszedł spod pióra wyśmienitego architekta Józefa Piusa Dziekońskiego, a koszt jego budowy zamykał się kwotą 134 680 rubli. Prace przy budowie postępowały bardzo szybko. 30 kwietnia 1900 roku rozpoczyna się długo oczekiwana inwestycja, która po trzech latach, 11 października 1903 roku, dobiega końca i kościół można konsekrować. Pięknym i jakże znamienitym dowodem na ogromne zaangażowanie mieszkańców w jego powstanie jest fakt, iż przeznaczyli oni około 100 tyś. rubli, z własnych oszczędności. Zaprezentowany i wcielony w życie projekt Dziekońskiego dostarczyl miastu i obywatelom przepiękny kościół w stylu neogotyckim o imponujących 75-metrowych wieżach, Budowla została doskonale wkomponowana w achitekturę centralnej części Osady.
       W budowę nowego kościoła zaangażowało się wiele osób, a ona sama obrosła legendą przekazywaną z ust do ust, jakoby aby przyspieszyć budowę, mieszkańcy przyszłego miasta utworzyli ludzki łańcuch aż do cegielni w Radziejowicach, podając sobie cegły z rąk do rąk, by budowa zakończyłą sie jak najprędzej. Ile w tym prawdy? Prawdą jednak jest, że do jego budowy użytko ponad 3 mln cegieł, a dostarczano je kolejką wąskotorową z Radziejowic, kolejką, po której ślady na polach i w lasach radziejowickich pozostały do dzisiaj.

       Nadzór nad budową objął sam Andrzej Chodak, mistrz mularski i przewodniczący żyrardowskich cechów, a przez samej budowie swoje nieprzeciętne umiejętności i fach pokazali Chodakowicz, L.Ruppel, J.Radzki, W.Jaszcz, A.Mendrygał, J.Nowakowski, J.Piekarski, L.Sokołowski, A,Krupski i J.Przybylski. 
     Żyrardów zyskał w końcu kościół na miarę swoich aspiracji, jedną z najokazalszych budowli sakralnych na całym Mazowszu. Smukłe 75-metrowe wieże oraz sama kubatura 12870 m sześciennych, czyni kościół farny obiektem monumentalnym. Elewacja frontowa została bogato zdobiona, z profilami, galerią oraz wielkimi oknami u podnóża wież oraz ogromną rozetą maswerkową nad galerią. Front kościoła ozdabiają jakże charakterystyczne dla chrześcijaństwa figury salamander oraz pseudorzygacze ozdobione postaciami gargulców.  Sam kościół podobny jest do kościoła wiedeńskiego, ale również porównuje się go do katedry kolońskiej, wydaje się jednak iż trochę nad wyraz.

      Niemniej jednak Kościół pw. Matki Bożej Pocieszenia możemy zaliczyć do tego typu podobnych świątyń, których projekty wyszły spod ręki Józefa Piusa Dziekońskiego, Katedry Św. Michała Archanioła i Św. Floriana Męczennika w Warszawie, Bazyliki Mniejszej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Białymstoku czy Katedry Opieki Najświętszej Maryi Panny w Radomiu. Gdyby nie nieodwracalne zniszczenia podczas II wojny światowej kościoła praskiego, charakteryzował je zbliżony wystrój i łatwe do zauważenia podobieństwo.
      To co zachwyca nasze oczy na zewnątrz, w podobnym, a może i nawet większym stopniu cieszy, kiedy przekroczymy drzwi prowadzące do wewnątrz fary. Bogactwo i unikalność wystroju oraz ogrom przestrzeni pozostawia ślad w pamięci na długi czas. To jednak temat na inną okazję.               

poniedziałek, 31 marca 2014

Epizod 69: Wald-wille, czyli letnia willa Dittrichów w lesie sokulskim

          Jeszcze jakiś czas temu na tej podmokłej łące, w okresie zimowym, można było jeździć na łyżwach. Śródleśne lodowisko, po lewej stronie drogi na Sokule, przyciągało okoliczne dzieci, a w okresie grzybobrania tłumy zbieraczy zapełniały teren w poszukiwaniu dorodnych prawdziwków czy koźlaków.
szkic dawnej willi Dittrichów autorstwa A.Dreli
      Dziś po łączce nie ma już śladu, a las odsunął się bliżej Sokula. Dziś nie ma również śladu po letniej rezydencji Dittrichów wybudowanej właśnie na tej polanie.
     Historia nieistniejącego już "pałacyku" sięga roku 1882, kiedy to Karol Dittrich wydzierżawił od hrabiego Sobańskiego ponad 10 ha lasu wraz z ową łąką, na której postawiono willę wraz z budynkami gospdarczymi oraz stajniami, w których trzymano między innymi wyścigowe konie Dittrichów. W tej oto willi, wśród niezmąconej ciszy leśnej często przebywała żona Karola Dittricha - Teresa Dittrich z domu May. Żona starego Dittricha była osobą nad wyraz melancholijną, osobą znudzoną zgiełkiem fabrycznego życia, które napędzało jej męża. Przebywała ona często pośród sosnowego lasu kurując swoją duszę.
      Sama willa została zbudowana jako powilon, całkowicie z drewna z wielkimi weneckimi oknami i rzeźbionym ręcznie dachem ze wspornikami. Pomiędzy dwoma skrzydłami znajdował się taras, ulubione miejsce odpoczynku starej Dittrichowej. Wubudowana na niewielkiej polanie, wśród sosnowego lasu poprzecinanego gdzieniegdzie brzozowymi zagajnikami, z wolno i monotonnie wijącym się strumykiem, pozwalała oderwać od zgiełkliwej i głośnej rzeczywistości fabrycznej.
     Aby ustrzeć "panów Żyrardowa" od wścibskich oczu przechodniów, ogrodzono teren drewnianym płotem, a strażnicy z psami skutecznie odstraszali nieproszonych gości.
Kiedy stary Dittrich opuścił fabryczne miasto, syn jego Karol Dittrich junior urządził tam imponujący zwierzyniec z sarnami, jeleniami, danielami, bażantami, a nawet kozicami. W stajniach trzymano czystej krwi konie, wykorzystywane od czasu do czasu do organizowanych na polanie wyścigów dla członków "Reitt Picknik Club" zrzeszającego elitę urzędniczą. "Pałacyk", czy to z okazji urodzin, czy też kolejnych rocznic nabycia zakładów, gościł urzędników wraz z rodzinami na organizowanych przez właścicieli piknikach, podczas których tańczono, delektowano się występami artystów, a także organizowano loterie fantowe.
       Kiedy Karol Dittrich junior opuścił na zawsze miasto fabryczne, willa powoli zaczęła popadać w ruinę. Stopniowo ją rozbierano, a reszty dokonał upływający czas. Dziś nie pozostał nam po niej żaden ślad, tylko wspomnienie przekazywane z pokolenia na pokolenie tak jak niesłabnące echo rodu Dittrichów.
       

czwartek, 27 marca 2014

Epizod 68: Kantor, czyli mózg zakładów


       Znienawidzony acz pożądany. Budzący trwogę a jednocześnie będący portem docelowym dla marzących o lepszym bycie co bystrzejszych młodych adeptów szkoły dla urzędników. Taki był Kantor, mózg i centrala fabryki.
      Monstrualnych rozmiarów budynek dawnego Kantoru znajdujący się w częsci Osady Fabrycznej zwanej "pałacykami" dziś czeka na lepsze czasy. Opuszczony i coraz bardziej zaniedbany wypada nad wyraz niekorzystnie w porównaniu z odrestaurowanymi budynkami w najbliższym otoczeniu.
     Historia dużego Kantoru, tak nazwanego  w odróżnieniu od małych kantorków przy poszczegółnych wydziałach fabryki, rozpoczyna sie w roku 1885 kiedy to wybudowano go na potrzeby nowego Zarządu Towarzystwa Akcyjnego Zakładów Żyrardowskich jako jego głównej siedziby. Zlokalizowany przy ulicy Długiej 1 w najbliższym sąsiedztwie parku i pałacyku Dittricha oraz przyszłej dzielnicy rezydencjonalnej służyć miał jako centrum dowodzenia, jako mózg pobliskich zakładów. 
        Główny, dwupiętrowy korpus zwieńczony fasadą w kształcie litery H ma powierzchnię 750 m kw, a wykonany został jak większość budynków w Osadzie w stylu Ziegelrohbau, tym razem arkadowo, zwłaszcza po dobudowaniu sala konferencyjnej w 1896 roku, co podkreśliło wydatnie stylistykę budowli.

          Wnętrze dla zachowania proporcji zostało bogato zdobione. Stropy o raz drzwi obłożono drewnem dębowym, a na ścianach położono dębowe boazerie. Dwie wewnętrzne klatki schodowe z kutymi balustradami i żeliwnymi kolumnami wzbogaciby wydatnie to miejsce. Jak już nadmieniłem, w 1895 na tyłach głónego budynku, dobudowano salę konferencyjną, dziś wykorzystywaną przez stowarzyszenie katolickie.
     Za panowania Dittrichów, ale także w kolejnych nie mniej burzliwych "epokach", w Kantorze toczyło się całe życie fabryki. Buchalterzy i ich asystenci wypełniali sale prowadząc wszelkiego rodzaju księgi rachunkowe, czy handlowe. Centrala i serce zakładów. 

    Zupełnie odmiennie odbierali Kantor zwykli, szarzy robotnicy. Dla nich był czarnym łabędziem. Każda wizyta nie wróżyłą nic dobrego. To tutaj wyrzucano ich z pracy, to tutaj załątwiali ważne i istotne dla nich sprawy. Wreszcie to tu, przed budynkiem rzesze strajkujących domagały się podwyżek czy zmiany na lepsze warunków pracy. Z tego też niewygodnego powodu zamontowano na parterze kraty dla ochrony przed wzburzonym tłumem niezadowolonych robotników. Jeszcze dalej poszedł francuski zarząd zakładów w XX-leciu międzywojennym, kiedy to Kantor i cały zieleniec ogrodzono drewnianym płotem, zwanym "płotem Waśkiewicza", dyrektora zarządzajacego, czyli w prostych słowach, głownego sługusa Boussac'a i Kohlera-Badina. Jakby tego było mało, pod koniec lat 20-tych, przeniesiono zarząd do Warszawy opuszczając zasłużony Kantor, gdzie wkrótce jedynie wiatr hulał pośród pustych ścian...podobnie jak dziś.   

wtorek, 11 marca 2014

Epizod 63: A miał być tylko tymczasowo, czyli pierwszy kościół katolicki w Żyrardowie

       Ludności w Osadzie przybywało, zwłaszcza katolickiej. Kiedy ich liczba przekroczyła 6 tysięcy zaczęto zdawać sobie sprawę, iż dłużej nie można zwlekać ze zorganizowaniem, choćby na dobry początek, kaplicy aby ulżyć rzeszom katolików w ciągłych marszach do pobliskich Wiskitek. Deszcz czy śnieg, mróz czy upał, tłumy mieszkańców Osady przemierzało te kilka kilometrów, czy to do kościoła, czy na cmentarz, czy też w końcu każdorazowo kiedy potrzebowali załatwić jakąkolwiek sprawę wymagającą wizyty u proboszcza. Dittrich również czuł, że robotnicy nie tylko potrzebują zatrudnienia i chleba, ale również zapewnienia atmosfery religijności i potrzeb duchowych.
        Dlatego w 1872 roku właściciele wystąpili do władz o urządzenie tymczasowej kaplicy na Rudzie. Projekt zaczęto realizować jednak dopiero w 1880 roku przyczyniając się do otwarcia pierwszej żyrardowskiej kaplicy katolickiej z dniem 21 marca 1882 roku.
Pierwszym kapelanem został mianowany Konstanty Folksmann podlegający jednak bezpośrednio proboszczowi z Wiskitek. 

      Liczba katolików rosła i kiedy szybko przekroczyła liczbę 12 tysięcy dusz, Dittrich junior zdecydował  o konieczności pobudowania kościoła katolickiego z prawdziwego zdarzenia. W samym centrum dzielnicy robotniczej, aby mieli jak najbliżej. I tak oto z własnych funduszy rozpoczął jego budowę, także już po niespełna dwóch latach, 8 grudnia 1891 roku został on oficjalnie wyświęcony w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny przez księdza dziekana Antoniego Maciążkiewicza z Grodziska Mazowieckiego. Kościół był jednak nadal tylko kościołem filialnym parafii w Wiskitkach.
       Kiedy w 1893 roku w końcu otrzymał zezwolenie na zakładanie ksiąg parafialnych do utworzenia samodzielnej i odrębnej parafii był już tylko krok. Prekursorem walki o jej zaistnienie był ksiądz Antoni Gniazdowski, którego w 1897 roku władze carskie usunęły. Następcą został ks. Władysław Żaboklicki, któremu przypadł zaszczyt zostania pierwszym proboszczem żyrardowskiej parafii. 
     Patronem mianowano Karola Boromeusza, prawdpodobnie oddając w ten sposób hołd fundatorowi Karolowi Dittrichowi juniorowi, który w 1898 roku, w momencie erygowania samodzielnej parafii z Żyrardowie, podarował jej kościół na wieczystą dzierżawę i tak oto kościół Karola Boromeusza choć tylko na kilka lat stał się główną parafią Żyrardowa, aż do momentu wyświęcenia kościoła farnego.
     Od początku bowiem zakładano, że będzie to tylko tymczasowy kościół, aż do momentu oddania do użytku nowego, dużego, na którego wziesienie przygotowany był już przecież odpowiedni plac.
Po wzniesieniu żyrardowskie fary, najpierw planowano oddać stary kościół ewangelikom, jednak Ci w niedługim czasie pobudowali własny przy ulicy Sokulskiej. Kolejnym pomysłem był plan przeznaczenia go dla uczniów szkół fabrycznych i oficjalistów, ale władze carskie nie wyraziły na to zgody planując otwarcie cerkwi w jego murach. Jednak veto Żabolkickiego zapobiegło tym działaniom. W końcu stary kościół został kościołem szkolnym, a nastepnie rektorskim.
     Kościół został zbudowany jak większość budynków w Osadzie z czerwonej, nieotynkowanej cegły, tym razem w stylu gotyku niemieckiego na planie prostokąta. Trzy nawy, przy czym główna  nieznacznie wyższa od bocznych rozdzielone zostały sosnowymi, kwadratowymi filarami. Każdy z trzech ołtarzy ma swojego patrona, główny - Karola Boromeusza i Matkę Boska Częstochowską, boczne zaś poświęcono Chrystusowi Dobremu Pasterzowi oraz Matce Bożej Niepokalnie Poczętej. Piekny obraz patrona kościoła namalował nadworny artysta rodu Dittrichów - August Frind. Nad tabernakulum, za wierną kopią obrazu wybitnego barokowego malarza hiszpańskiego Bartolomé Estéban Murillo, w specjalnej szafie umieszczony jest wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, niewidoczny dla oczu modlących się w zwykłe dni tygodnia z wyjątkiem maja i października. 

      W ostatnich latach kościół ponownie odżył i nabrał piękna. Zostały bowiem zrekonstuowane przepiękne polichromie, wpierw w prezbiterium oraz nad ołtarzami bocznymi, obecnie zaś stopniowo w nawach bocznych. Również otoczenie powoli acz konsekwentnie nabiera uroku i cieszy oczy wiernych, zwłaszcza wiosną i latem, kiedy to kwitną róże i hortensje, a zadbana i przystrzyżona trawa zielonym dywanem otacza dom modlitwy.   


czwartek, 30 stycznia 2014

Epizod 52: Ochronka fabryczna


       Zagospodarowując plac targowy, który obejmował teren dzisiejszego placu Jana Pawła II, w jego  południowej części, troszkę w głębi postanowiono wybudować ochronkę dla dzieci robotników żyrardowskich. Powód jej budowy był prosty.
     
      Szybki rozwój zakładów, a co za tym idzie potrzeba zwiększenia zatrudnienia, zmusiły właścicieli do szukania potencjalnych źródeł siły roboczej. Uwagę ich zwróciła duża liczba niepracujących kobiet, kobiet zajmujących się domem i opieką na swoimi dziećmi. Aktywacja zawodowa tej znacznej liczby przyszłych pracowników byłaby możliwa w przypadku znalezienia możliwości opieki nad ich potomstwem.  Postanowiono wówczas wybudować ochronkę dla dzieci robotników, do czego przystąpiono w 1875 roku. Była ona wówczas jedną z pierwszych tego typu placówek w Królestwie Polskim. 
Ochronka Fabryczna

     Budynek ochronki został wybudowany na rzucie prostokąta z trzyosiowym ryzalitem od frontu. Budynek zwieńczony jest wieżyczką nakryta hełmem. Budynek główny połączony jest korytarzem, w którym obecnie mieści się szatnia, z salą balową. Po obu stronach wybudowano boczne skrzydła mieszczące sale oraz pomieszczenia sanitarne. Na pierwsze piętro można dostać się trzema klatkami schodowymi. Budynek został wykonany, jak większość fabrycznych budynków, z nieotynkowanej cegły. Rozkład pomieszczeń był również nader funkcjonalny. W części centralnej znajduje sie administracja, a w przedłużeniu "sala Dittricha" wsparta na monumentalnych kolumnach z popiersiem fundatora w centrum, czyli najbardziej reprezentacyjne miejsce w budynku. Boczne skrzydła mieściły klasy dla dzieci oraz część pomieszczeń gospodarczych i sanitarnych. Ponadto w roku 1885 ochronkę rozbudowano.

       W celu zapewnienia opieki nad robotniczymi dziećmi, wybudowano również budynek mieszkalny dla opiekunek i nauczycielek zwany „babińcem”.  Budynek ten zamieszkiwało około 30 opiekunek. Piękny, obszerny taras pozwalał na spędzanie wolnego czasu przy herbatce, wnętrze zaś zawierało obszerny salon z fortepianem oraz czytelnię. Opiekę na dziatwą roztaczało około trzydzieści nauczycielek oraz co najmniej tyle samo personelu pomocniczego.
      Do ochronki, w początkowych latach, uczęszczały wszystkie dzieci powyżej trzech lat, jednak zwiększanie się liczby zatrudnionych, a co za tym idzie wzrost liczby dzieci wymagających opieki, wymusił ograniczenie się do jednego dziecka z rodziny. Pozostałymi z reguły zajmowało się starsze rodzeństwo, bądź z braku takiej możliwości, przebywały z rodzicami w fabryce pomagając im w pracy.
     Wokół budynku zorganizowano piękny ogród oraz plac zabaw,  a klasy zostały podzielone dla dzieci polskich i niemieckich. Corocznie w placówce opieką otoczone było około 1000 dzieci, a koszt ich utrzymania wynosił około 30 tyś rubli, czyli mniej więcej 30 rubli rocznie na dziecko.
    
     Jednym z najmilej wspominanych dni w roku było Boże Narodzenie, kiedy to sam Karol Dittrich junior odwiedzał dzieci w Ochronce, obdarowywał prezentami i słodyczami. Były to z reguły fartuszki, koszulki, czy spódniczki, a także owoce i ciastka. Taka hojność właściciela zakładów była niezwykle mile widziana i stanowiła, zwłaszcza dla najbiedniejszych dzieci oraz sierot, istotny zastrzyk jakże potrzebnej i niezbędnej pomocy.  W podzięce za te dary dzieci zebrane wokół marmurowego popiersia Karola Dittricha śpiewając skomponowaną pieśń dziękczynną, prosiły o zdrowie dla właściciela.

A brzmiało to tak:

"Radośnie gwiazdkę witamy
Szczęśliwy dzisiaj dzień mamy
Przez pana Dittricha dar
Jego ojcowska opieka
Alibo zawsze nas czeka
Więc Cię o Boże prosim w pokorze
Dnia każdego o zdrowie Jego".
     
Pracownicy ochronki organizowali również zajęcia haftu i szycia dla dziewczynek pomiędzy 7, a 14 rokiem życia przygotowując je, w ten sposób, do przyszłej pracy w zakładach.  Tym zajęciem objęte było średnio około 350 podopiecznych. 
    
    Karol Dittrich junior w geście wielkiej hojności, kiedy to sprzedał swój pakiet akcji w 1899 roku, przeznaczył 500 tyś. rubli na funkcjonowanie Ochronki w przyszłości.
   
    Jedną z ciekawostek związanych z Ochronką jest obecność w roku 1889, na zaproszenie Karola Dittricha juniora, będącego w drodze z Moskwy do Berlina szacha Persji, dzisiejszego Iranu, który gościł  w murach ochronki. Podobnież szach zajechał powozem i witany przez szpaler dzieci wmaszerował do środka ugoszczony przez samego Karola Dittricha juniora.

       Jak się stało, że tak znamienity gość zaszczycił swoją obecnością żyrardowskie środowisko robotnicze?
Otóż, szach persji Nasr - Eddin, a dokładniej Naser ad-Din Szah Kadżar jako pierwszy z władców Persji skierował swoje zainteresowania w kierunku Zachodu, co było ogromnym szokiem w krajach muzułmańskich wrogo nastawionych do krajów giaurów. Wizyta w Żyrardowie odbyła się podczas trzeciej podróży po Europie w roku 1889 , a Szach widział w tych kontaktach możliwości rozwoju edukacji, technologii i nauki, które to następnie wprowadzał we własnem kraju. Starał się podczas tych podróży przedstawić Persję jako starożytny aczkolwiek cywilizowany kraj. Wcześniejsze podróże odbył w latach 1873 i 1878 . 

      Podczas swojego panowania pozaciągał olbrzymie pożyczki zagraniczne, aby sfinansować swoje osobiste, kosztowne podróże do Europy. Persja stała wówczas na skraju nędzy, a klęski głodu zabierały tysiące ofiar, dwór zaś dla swoich zbytków i przyjemności defraudował publiczne pieniądze na wielce kosztowne podróże. Kraj, za panowania szacha, opanowała wszechobecna korupcja. Wszystko to skończyło się zgładzeniem szacha 19 kwietnia 1896 roku. 
 

I tak na koniec, ciekawostką jest, to, że praprawnuczką szacha jest Marjane Satrapi, reżyserka i scenarzystka nominowanego do Oskara  „Persepolis” oraz autorka serii komiksów o tym samym tytułe.
 

środa, 25 grudnia 2013

Epizod 42: Choroby duszy i ciała Karola Dittricha juniora

Epizod 42: Choroby duszy i ciała Karola Dittricha juniora


         Karol Dittrich junior jako jedno z czterech dzieci państwa Dittrichów i jako jedyny syn, od urodzenia wyznaczoną miał drogę rozwoju i kariery, wiedziało bowiem, iż niebawem obejmie sukcesję po ojcu. Jak się wkrótce okazało smykałkę do interesów oraz zmysł przedsiębiorcy miał nawet lepszy od swego rodziciela.  Zarządzając zakładem finansował również budowę licznych placówek, tak oświatowych, jak i publicznych To on również przyczynił się w ogromnym stopniu do powstania żyrardowskich kościołów wszelkich wyznań, wreszcie to on zdecydował, że zakłady staną się spółką akcyjną.
       Ten krok, wyjaśniany jest jako potrzeba pozyskania nowych środków na dalszy rozwój zakładów, słychać jednak głosy, że duży wpływ na podjęcie takiej decyzji miały narastające problemy zdrowotne młodego Karola. Powołując zarząd Karol zdejmował z siebie jednoosobowe prowadzenie fabryki. Teraz już nie tylko jemu zależało na tym, aby przedsiębiorstwo rozwijało się i przynosiło zyski.
        Dzięki temu, Karol mógł poświęcić więcej czasu na korzystanie z dobrodzejstw zakładów leczniczych i kuracyjnych. Wiele on odwiedził uzdrowisk, wiele miesięcy spędził tam na polepszniu i podreperowaniu, nad wyraz wątłego, zdrowia.Takie miejscowości jak Wildungen, San Remo czy osłąwione sanatorium "Frankenstein" w Rumburku były mu znane aż za nadto.
Niestety Karol był człowiekiem na wskroś nieszczęśliwym. I to nie tylko z powodu zniszczonej i niespełnionej miłości jego życia, ale również z powodów czysto zdrowotnych. 
      Problemy sercowe i żółądkowe doskwierały Karolowi juniorowi, aż do śmierci. Przyboczny lekarz sporządził nawet specjalną dietę, lekkostrawną i odpowiednią dla przedsiębiorcy.
Składała się ona, jak pisał Procner, z kleików z ryżem, różnych rodzajów kasz, ostrog i szampana, a także chleba, ale tylko Graham. Dziwna wydaje się to dieta, ale nam nie przystoi podważać słuszności decyzji lakarskich. Faktem jest że Karol Dittrich junior dożył 65 lat i zmarł na skutek komplikacji pooperacyjnych, a konkretnie na zapalenie opłucnej, w swojej willi w Wiesen Hirsch pod Dreznem 17 kwietnia 1918 roku.    

wtorek, 3 grudnia 2013

Epizod 37: Jak Dittrich konkurencję zlikwidował


              Widząc jak efektywna i dochodowa jest lniarska fabryka Dittricha w odległej Osadzie Fabrycznej, przedsiębiorca Władysław Kronenberg postanowił również uszczknąć coś z tego lnianego tortu. Ambitnym celem było stworzenie zakładu, który przerośnie ówczesnego monopolistę na rynku lniarskim. Założenie i początki mogły rzeczywiście wskazywać na powodzenie tego trudnego zadania. Park maszynowy, zakupiony przez Kronenberga był o wiele nowszy i wydajniejszy, a lokalizacja na trasie Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej dawała taki sam dostęp do rynków zbytu jak i ogromnego konkurenta. Zlokalizował on wtenczas nową fabrykę w osadzie Ostatni Grosz pod Częstochową, dziś już będącej dzielnicą miasta. Interesująca i ciekawie brzmiąca nazwa pochodziła prawdopodobnie od nazwy karczmy, w której mieszkańcy przepijali ostatnie pieniądze. 

widok na fabryke "Błeszno"

             Nie spodziewał się jednak, że nabywcy na rynku są aż tak przywiązani do produktów zakładów żyrardowskich, że już na starcie został praktycznie pozbawiony możliwości sprzedaży własnych wyrobów. Działo się tak, gdyż produkty zakładów żyrardowskich posiadały taką renomę i jakość na rynku, że praktycznie niemożliwym było wejście w tą gałąź przemysłu. 
            Mimo tej nieudanej próby konkurowania z Dittrichowską fabryką, czujnym oczom przedsiębiorcy z Osady Fabrycznej nie umknął jednak fakt próby założenia fabryki mogącej stanowić konkurencję dla jego zakładów Także na reakcję Karola Dittricha nie trzeba było długo czekać. Niespełna dwa lata po rozpoczęciu działalności, w roku 1885 odkupił ja od zrezygnowanego brakiem dochodów Kronenberga za 50% poniesionych kosztów, czyli 1 mln. 

           Nowi właściciele przerobili fabrykę na przędzanię i tkalnię juty. Importując surowiec aż z Indii skupili produkcję głównie na workach jutowych używanych między innymi w cukrownictwie. Ponadto dla własnych potrzeb rozpoczęli produkcję opakowań na własne wyroby. Zatrudnienie i wartość produkcji w fabryce "Błeszno" rosły stopniowo osiągając maksimum produkcji w 1896 roku przy zatrudnieniu 980 osób. Kiedy jednak w pobliżu powstały konkurencyjne przedsiębiorstwa "Stradom" i "Warta", Towarzystwo Akcyjne Zakładów Żyrardowskich postanowiło ją sprzedać, do czego doszło w 1900 roku. Kwota jaką otrzymano była niebagatelna, bo aż 860 tysięcy rubli zasiliło kasę zakładów.  
        Jako, że fabryka „Błeszno” znajdowała się na trasie kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, transport produktów tak na eksport jak i dla własnych celów do fabryki żyrardowskiej był dużo szybszy, sprawniejszy i tańszy. Nie każdy jednak pochwalał nabycie zakładów pod Częstochową przez Dittricha. W bardzo nieprzychylnym tonie wypowiadały się wówczas gazety, na czele z „Tygodniem”, określając sprzedaż tejże, praktycznie nawet nieuruchomionej fabryki kapitałowi niemieckiemu, jako skandal i kolejny krok do całkowitej germanizacji. Oliwy do ognia dolewała również deklaracja Dittricha, że w fabryce nie będzie zatrudniany żaden pracownik, który nie zna języka niemieckiego. 
       
        W 1900 roku Dittrich zakład sprzedał francuskiej spółce akcyjnej "Societe Textille "La Czenstochovienne" (Towarzystwo Przędzalnicze "Częstochowianka") z siedzibą w Roubaix. Spółka rozbudowała fabrykę, rozszerzając asortyment jej wyrobów, uruchamiając między innymi zakłady bawełniane. Przed I wojną światową była ona jedną z największych fabryk w Kongresówce. Po II wojnie światowej przedsiębiorstwo przeszło pod zarząd państwowy, aby  po likwidacji tkalni jutowej, otrzymać nazwę Częstochowskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego „Ceba”. 

        Niestety tak jak zakłady żyrardowskie, również "Ceba" została zlikwidowana.
      
       Znamienne jest również to, że Kronenberg po niepowodzeniu z założeniem zakładów pod Częstochową porzucił całkowicie działalność przemysłową, przeprowadził się do doskonale znanego mu Paryża, gdzie w młodości studiował i…został kompozytorem, tworząc głównie pieśni patriotyczne. 

piątek, 20 września 2013

Epizod 16: Niezrealizowany projekt nowych osiedli robotniczych z początków XX wieku


        Charakterystyczną cechą Żyrardowa jest wyraźny podział na część zabytkową osady fabrycznej zajmującą centrum miasta, osiedli mieszkaniowych wybudowanych na otaczających centrum terenach oraz, powstałych najpóźniej, osiedli domów jednorodzinnych postawionych na dawnych terenach rolnych Teklinowa, Marjampola, czy Piotrowiny. Gdyby jednak pewne plany sprzed stu lat weszły w życie, tak osiedli Żeromskiego, jak i Kościuszki, w obecnej formie na pewno by nie było.  


       Otóż projekt z 1913 roku zakładał wybudowanie trzech nowych osiedli robotniczych eksplorując w ten sposób dalsze tereny przylegające do Osady. 
      W kwadracie między ul. Sokulską, Farbiarską, kościołem ewangelicki, a lasami guzowskim, na obszarze 2,8 ha, zaprojektowano dwa zespoły budynków, jeden składający się z dwudziestu pięciu domów, drugi z dziesięciu.
      Drugie z planowanych osiedli miało powstać we wschodnim rejonie osady, między Ul. Nowy Świat, a cmentarzem, obejmując kwartał przedłużonej ulicy Długiej oraz właśnie Nowy Świat, przeciętych nowymi ulicami, dziś Ossowskiego i Poprzeczną. Obszar 5,8 ha podzielono na cztery sektory, planując zabudować każdy osmioma znormalizowanymi domami robotniczymi. Wyjątek miał stanowić sektor wysunięty najdalej na wschód, zabudowany budynkiem "cholerycznym" otoczony siedmioma budynkami mieszkalnymi.
      Ostatnie z planowanych nowych osiedli robotniczych umiejscowiono między ul. Nowy Świat, a Familijną, z przedłużeniem w Alejach Dittricha i Hiellego. Przewidziano tam budowę dwudziestu siedmiu domów mieszkalnych.
Ciekawostką jest, że połowę terenów w każdym z osiedli planowano zagospodarować zielenią. 

      Niestety wybuch I wojny światowej położył kres, jakże ambitnym planom. Wszelkie projekty odeszły w zapomnienie zwłaszcza, że dawni właściciele zakładów, do miasta już nie powrócili. Dziś jedynie możemy sobie wyobrażać, jakby wyglądał Żyrardów     

sobota, 14 września 2013

Epizod 15: Nieszczęsliwa miłość Karola Dittricha jr

 
     Będąc z wizytą w żyrardowskim muzeum, z największym zainteresowaniem przystajemy przed umieszczoną w holu panoramą miasta, a wtedy jeszcze wsi, szukając na niej najpierw swojego domu, a następnie najważniejszych obiektów, które zachowały się do dziś.
    Nie każdy jednak wie, że ten neorenesansowy pałacyk kryje w swoich murach historię niespełnionej miłości jej właściciela.
Karol Dittrich junior, bo o nim mowa, był przedsiębiorcą o wyjątkowym zmyśle do zarabiania i pomnażania posiadanego kapitału. Ale, jak to często bywa, szczęście do bogactwa nie przełożyło się na szczęście w miłości.
pałacyk Dittricha
Według krążącej po Żyrardowie opowieści, Karol zakochał się ze wzajemnością w pewnej śpiewaczce operowej. Miłość kwitła i młodzi nawet mieli się ku ożenkowi, jednak pewnego razu młoda dziewczyna po prostu zniknęła z życia Karola jr. Oszalały z tęsknoty szukał jej podobno po całej Europie, niestety wyglądało to tak, jakby zapadła się pod ziemię.
Tak nagłe zniknięcie, podobnież zakochanej bezgranicznie w Karolu dziewczyny, wzbudziło w nim podejrzenia, że w całej tej sprawie swoje zrobił ojciec, który od początku nie popierał tego mezaliansu. Stary Dittrich nie wyobrażał sobie, że jego syn, przyszły spadkobierca fortuny oraz fabryki, może ożenić się z dziewczyną bez zabezpieczenia finansowego oraz bądź co bądź, wykonującą mocno kontrowersyjny, jak na tamte czasy, zawód.
Ojciec Karola wezwał więc do siebie dziewczę i znanym tylko sobie sposobem, nakłonił ja do definitywnego zniknięcia z życia syna. Czy dokonał tego przy pomocy znacznej sumy pieniędzy? Być może.
      Kilka lat po śmierci starego Dittricha, niespodziewanie, Karol jr otrzymał list z Charkowa, list od dziewczyny, która ponad dziesięć lat wcześniej opuściła go w tajemniczych okolicznościach. Karol niezwłocznie odbył podróż do Charkowa. Niestety, nie zdążył. Dziewczyna będąc poważnie chora, zmarła w szpitalu przed jego przyjazdem. Rozdmuchane od nowa nadzieje prysnęły jak bańka mydlana. Karol jr wybudował dla ukochanej piękny pomnik na cmentarzu Ioanno-Usieknowienskim.
Po powrocie do Żyrardowa kazał namalować sobie jej obraz, który umieścił w pokoiku na piętrze, gdzie dziś znajduje się gabinet dyrekcji muzeum. Nikt nie miał prawa wchodzić do owego gabinetu, a biedny Karol spędzał tam godziny oddając się bolesnym wspomnieniom o miłości.
    Jakby tego cierpienia było mało, podczas jednej z podróży, od wadliwego kaloryfera zajęła się tapeta, a następnie cały pokój. Tak hołubiony obraz spłonął niestety w pożarze.
Po pożarze nic go już nie trzymało w tym mieście. Będąc głównym akcjonariuszem Zakładów miał zapewnione fundusze na przyszłość, bez konieczności przebywania w miejscu, które kojarzyło mu się teraz tylko z cierpieniem. Niebawem opuścił Żyrardów i przeniósł się pod Drezno, gdzie kupił willę w dzielnicy Weisser Hirsch. Pozostał tam do końca swojego życia.