Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stara przędzalnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stara przędzalnia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 stycznia 2016

Epizod 127 - Jak architekt Jan Jakub Gay zapisał się w historii Żyrardowa


    Spacerując po „starym Żyrardowie” z zachwytem kierujemy wzrok na zrewitalizowany budynek Starej Przędzalni, który z drugiego rzędu zerka na rozciągający się przed nim plac oraz pnące się w oddali smukłości kościoła farnego. Ten najstarszy w dzisiejszym mieście gmach pamiętający jeszcze otaczające go pola i lasy oraz nieutwardzony trakt biegnący  w kierunku Mszczonowa i Sochaczewa przypomina nam o samych początkach ceglanego grodu. Delektując się architekturą i stylem budynku warto również pamiętać kto swój talent oraz nieprzeciętne umiejętności przeniósł na papier, z którego następnie powstała wizytówka miasta.
     Jan Jakub Gay, bo o nim mowa, to postać często pomijana lub zmarginalizowana w historii Żyrardowa. A warto o nim pamiętać, architekcie którego dzieła zachowały się po dziś dzień, ciesząc oczy nie tylko pasjonatów sztuki. Bo czym jak nie sztuką jest dawny budynek Banku Polskiego znajdujący  się na Placu Bankowym w Warszawie, rówieśnik naszej przędzalni wybudowany w latach 1828-1830. To wszakże jeden z pierwszych projektów  tego wówczas prawie trzydziestoletniego byłego żołnierza.
    Ale od początku. Jan Jakub Gay przyszedł na świat 19 listopada 1801 roku w Kamionie jako najmłodsze dziecko i długo wyczekiwany pierwszy syn Ernesta Jakuba Gaya oraz Stanisławy Augusty Becu. Ojciec rodziny długo nie nacieszył się swoim synem, a jego śmierć w wigilię 1811 roku musiała odbić wielkie piętno na dziesięcioletnim Jakubie. Szczęśliwie matka zadbała o wykształcenie syna kierując go na nauki do Korpusu Kadetów w Kaliszu, miasta które po dziś dzień pamięta późniejszego wielkiego architekta ot choćby z kontrowersyjnego pomnika „trzech cesarzy” postawionego w 1841 roku na ówczesnym placu Św. Józefa, który w XX-leciu międzywojennym rozpalał gorące głowy urzędników i ludności. Wszak kojarzył się z uciemiężeniem i zaborcom.
    Te oto Jan Jakub Gay po zakończeniu nauk w Korpusie Kadetów rozpoczął w 1819 roku proces kształcenia w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji jako budowniczy.  W nieznanych powodów opuścił on na trzy lata Komisję poświęcając się  w latach 1822-1825 służbie w Wojsku Polskim. Ale już od 1827 roku zatracił się bezgranicznie w architekturze i budownictwu obejmując posadę w Komisji Rządowej. Tak oto rozpoczyna się bogata kariera Gay’a. Wielką nobilitacją ze strony pracodawcy było zatrudnienie go jako współprojektanta nowej siedziby dopiero co powstałego Banku Polskiego, powołanego do życia w 1928 roku przez Ministra Skarbu  Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, projektu który nadzorował sam wielki Antonio Corazzi.
     Kolejnym milowym krokiem w jego karierze był wyjazd z polecenia ówczesnego Ministra Skarbu Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego  za granicę, podczas którego kształcił się w Anglii, Niemczech, Holandii i Francji chłonąc nowinki i wyrabiając sobie swój własny styl „lanego żelaza” i blachy cynkowej używanych następnie do wykończeń, zastępując popularny wówczas kamień.
    Początek lat 30-tych XIX wieku to również dla Jana początek trwającego aż do jego przedwczesnej śmierci małżeństwa z Anna Elżbietą Heurich poślubioną 27 października 1831 roku w kościele Ewangelicko-Augsburskim w Warszawie. Po powrocie do Warszawy szybko stał się prekursorem stosowania nowej techniki wpierw ozdabiając swoją kamienicę przy ulicy Grzybowskiej 19, zwaną potocznie pałacem Gaya.
     Wkrótce mnogość jego projektów wypełniła puste przestrzenie kolejnych miast. Oficyna przy ulicy Elektoralnej 2 w Warszawie, budynek Głównego Urzędu Miar przy ulicy Elektoralnej 2a, Stara Papiernia w Konstancinie, czy w końcu spichlerz w Nowym Dworze Mazowieckim
    Wiele z budynków jego projektu niestety zniknęło z krajobrazu. Ot choćby  Gościnny Dwór, który zniszczony podczas II wojny światowej został po niej zastąpiony Halą Mirowską, czy Cerkiew Św. Aleksandry w Stanisławowie na miejscu której dziś funkcjonuje jej kolejne wcielenie, czy w końcu bliźniaczo do siebie podobne obeliski ku czci cara Aleksandra I, jeden na Cytadeli Warszawskiej, drugi w Kaliszu. Niestety na tej liście znajduje się również pierwszy budynek żyrardowskiego dworca kolejowego wybudowany w roku 1845. Jak widać Stara Przędzalnia to nie jedyne dzieło wielkiego architekta w naszym mieście. Wiele z nich jednak szczęśliwie nadal cieszy nasze oczy czy to w postaci ruiny, czy też obiektów zrewitalizowanych i nadal użytkowanych. Mowa tu choćby o gmachu Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności przy ulicy Bednarskiej, wspomniany budynkach przy ulicy Elektoralnej, Banku Polskim, czy będącym w ruinie spichlerzu w Nowym Dworze Mazowieckim. 
     Niestety powodzenie w sprawach zawodowych nie szło w parze ze szczęściem rodzinnym. Pierwsza czwórka pociech Jana Jakuba zmarła w przeciągu roku po urodzeniu. Cecylia Joanna żyła 9 miesięcy, Jakub Napoleon 3 miesiące, Henryk tylko 10 dni, a Jakub Henryk 3 miesiące, a to wszystko pomiędzy 1832, a 1836 rokiem.
Dopiero Jan Józef przeżył 11 lat. O zgrozo!. Kolejnym synem, który osiągnął w miarę odpowiedni wiek 50 lat był urodzony w 1838 roku Jan Henryk. Pomiędzy 1840 ,a 1847 rokiem znanemu architektowi urodziła się kolejna szóstka dzieci. Zofia Anna w 1840, Stanisław w 1841 roku, Jakub w 1843, a następnie Ernest w 1844, Józef w 1845 i w końcu August Korneli w 1847. Niestety ostatnia dwójka pociech żyła odpowiednio 3 lata oraz 15 miesięcy. Straszne to były czasy, jednak śmiertelność dzieci w rodzinie Gay kształtowała się na standardowym poziomie tamtych lat, czyli 45-cio % śmiertelności dzieci do 5 roku życia.
     Niestety 2 października 1849 roku śmierć dosięgnęła i ojca rodziny. W wieku 47 lat odszedł znany i szanowany architekt, pochowany jako wyznawca luteranizmu na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim w Warszawie przy ulicy Młynarskiej. Wielka to była i jest strata dla narodu i sztuki architektonicznej. Wszak o ile więcej moglibyśmy podziwiać jego dzieł gdyby nie jego przedwczesne odejście.
 

piątek, 14 listopada 2014

Epizod 101 - Od tego się wszystko zaczęło - Stara Przędzalnia

      Dumnie wznosząca się ponad niskim, szedowym dachem dawnej tkalni, spogląda swoimi oczami na roztaczający sie pod nią plac Jana Pawła II. Przerobiona na nowoczesne lofty oraz ciągi "sieciówek" swoim frontem przyciąga wzrok, będąc symbolem i pamiątką minionych lat, lat wielkiego prosperity, kapitalistycznych właścicieli, miejscem pracy tysięcy dawnych osadników szukających szczęścia w ówczesnej oazie przemysłowej, wyrosłej praktycznie w szczerym polu, a ściślej puszczy, tuż przy gościńcu łączącym odległy Mszczonów z Wiskitkami i dalej z Sochaczewem.

"A.D. 1829 - STARA PRZĘDZALNIA"

       Symbol Żyrardowa. Ale czy ten oto rok, górujący nad placem, można traktować jako rzeczywisty moment powstania. Niekoniecznie. 
       Zgodnie z ogólnie dostępnymi annałami możemy łatwo stwierdzić, iż widniejąca na przędzalni data nie jest jednoznaczna i oczywista. Fakt, 24 czerwca 1829 roku zawiązano w Warszawie Towarzystwo Wyrobów Lnianych. 15 lipca tegoż samego lata (chodzi oczywiście o porę roku) na łamach "Gazety Warszawskiej" ogłoszono "Projekt założenia przędzalni lnu i tkalni płótna na machinach" - na wynalazku de Girarda datowany na 1 lipca. Również tego samego roku uruchomiono w Marymoncie eksperymentalną przędzalnię lnu będącą protoplastą "naszej".


       Wszystkie jednak znaki na niebie i ziemi, a dokładniej na papierze wskazują, iż budowę starej przędzalni rozpoczęto dopiero po dacie 9 sierpnia 1830 roku, kiedy to spisano akt założenia Fabryki Przędzalni Lnu. Zanim jednak budowa nabrała odpowiedniego rytmu i należytego rozpędu, wybuchło powstanie listopadowe. Prace na kilka lat zostały zamrożone. Dopiero w 1832 roku wznowiono działania tak na terenie starej przędzalni jak i domów mieszkalnych dla tkaczy, używając pod budowę cegieł i drewna dostarczanego przez Henryka  Łubieńskiego, a także korzystając z odpowiedniego dokapitalizowania z Banku Polskiego, o które postarał się Karol Scholtz.
      Sam plan budowy to dzieło wybitnego warszawskiego architekta Jana Jakuba Gay'a, twórcy m.in. siedziby Banku Polskiego na Placu Bankowym w Warszawie, spichlerza nad Narwią w Nowym Dworze Mazowieckim, cerkwi św. Aleksandry w Stanisławowie oraz pierwszego, żyrardowskiego dworca kolejowego. Wedle panującej wówczas gigantomanii stworzył dzieło same w sobie. 
Ogromny 4-kondygnacyjny budynek spełniał wszelkie nowoczesne zasady budowli przemysłowej. Kolos, o gigantycznej jak na owe czasy kubaturze 30 tys. m. kw. całkowicie zdominował otoczenie. Ale przecież o to chodziło. Ogromny na zewnątrz, wewnątrz aż przytłaczał, zwłaszcza nieprzygotowanych na to nowo przybyłych osodników przywykłych do minimalizmu i ciasnoty. 15 metrów szerokości i aż 108 długości pozwalało na zagospodarowanie drewnianej podłogi dwoma rzędami maszyn. Strop głównej hali wspierało 29 masywnych filarów, a na kolejne kondygnacje prowadziły dwie klatki schodowe. Dach tego kolosa pokryty został dachówką karpiówką. Budynek posiadał jeden większy komin oraz dwa mniejsze. W głównym została zamontowana "świstawka" która przez kolejne dziesięciolecia wyznaczała rytm dobowy żyrardowskich robotników. Pierwotnie miejsce dzisiejszej postfabrycznej hali tkalni zajmował skwer, który otwierał przestrzeń na powstały wkrótce plac.
      Uruchomienie fabryki nastąpiło 24 lipca 1833 roku, a pierwszym dyrektorem mianowano Pawła Arndta. Szybko jednak, bo już w 1834 roku, powołano głównego administratora fabryki, którym został Tadeusz Łubieński, proboszcz wiskickiej parafii oraz brat Henryka Łubieńskiego. Interesy rodzinne zostały zabezpieczone, uświadamiając nam jednocześnie z jaką nieufnością odnosili się Łubieńscy do fachowców, de Girarda oraz Arndta.
Jaki finalnie skutek przyniosło rodzinne zarządzanie firmą każdy wie. I niech podsumowaniem pozostaną legendarne słowa oceniające lata zarządu Łubieńskich i Lubowidzkiego, iż  "Z nich żaden na fabrykach się nie znał. Ulegli wyższemu nadchnieniu".