środa, 18 stycznia 2017

Epizod 142 - Architektura neorenesansowego pałacyku Karola Dittricha juniora



  Czerwona, nieotynkowana cegła zasnuwa Żyrardów od ponad wieku. Na każdym kroku kolejne ceglane budowle przypominają o przemysłowej historii miasta, podkreślone przyznaniem tejże unikalnej na skalę europejską dawnej Osadzie Fabrycznej statusu Pomnika Historii. I jest to niezaprzeczalny fakt, iż miejsce na polskiej mapie historycznej Żyrardów zawdzięcza właśnie wielu milionom cegieł wytworzonych w pobliskiej radziejowickiej cegielni, gdzie mnogość kształtów mogłaby nie jednego przyprawić o ból głowy. Ale Żyrardów to nie tylko styl Zigelrohbau. To nie tylko otaczające nas z każdej strony odcienie czerwieni, ale również wiele innych budynków, czy to użyteczności publicznej, sakralnych, czy też typowo mieszkalnych prezentujących praktycznie wszystkie style architektoniczne jakie były popularne w Polsce pod koniec XIX oraz na początku XX wieku.

Zbudowany w latach 1885-1890 w stylu neorenesansowym pałacyk Karola Dittricha juniora pełnił funkcję reprezentacyjną istotną zwłaszcza po przekształceniu w 1885 roku Zakładów Żyrardowskich w Towarzystwo Akcyjne. W roku 1961 siedzibę znalazło tam Muzeum Historii Ruchu Robotniczego m. Żyrardowa przemianowane w 1976 roku na Muzeum Okregowe i w końcu w 2000 roku na Muzeum Mazowsza Zachodniego. I tu można by było zakończyć temat pałacyku Dittricha, gdyby nie przemilczany dotąd temat architektury chluby Żyrardowa i stylu w jakim został stworzony.

    Ten jakże charakterystyczny budynek zlokalizowany w parku zaprojektowanym przez ogrodnika Warszawskiego Ogrodu Botanicznego Karola Sparmana,  zbudowany został w stylu neorenesansowym, wpisującym się w ogólnie panujący wówczas historyzm nawiązujący i naśladujący minione epoki. Budynek wybudowany został jako siedziba reprezentacyjna i rzeczywiście wpisuje się idealnie w przykład stylowej miejskiej zabudowy końca XIX wieku i jak przystało na naśladownictwo renesansowych dzieł sztuki architektonicznej prezentuje on powściągliwy umiar, harmonię i spokój. Zgodnie z cechami stylu nadano mu doskonałe proporcje  i symetrię. Nic nie może się rzucać w oczy i wyróżniać, a uwagę i zachwyt ma wzbudzać całość i równowaga kompozycyjna.
     Rezygnacja z eksperymentów w strukturze budowli oraz zastąpienie gotyckiej czerwieni jasną elewacją nadaje mu powściągliwości, a zarazem dzięki zdobieniom elegancji i wykwintności. Podobnie jak w pobliskich willach dyrektorskich możemy podziwiać piękny mansardowych dach z ozdobnymi, łukowymi oraz dwuspadowymi lukarnami, a także koronkową, ozdobną balustradę, czyli niską ochronną barierą biegnącą wzdłuż krawędzi dachu. Mansardowy dach przywodzący na myśl dawne rezydencje francuskie spopularyzowany został  przez  architekta znad Loary okresu baroku Francoise Mansarta, pozwalając na zagospodarowanie poddasza, a co za tym idzie zwiększenie powierzchni użytkowej budynku. Symetrycznie rozłożone, po dwie łukowe lukarny ozdobione starożytnymi akroterionami (naszczytnikami) w kształcie palmety kryją owalne okna, w centralnej zaś części możemy zobaczyć lukarnę z dwuspadowym nadokiennikiem. Identyczny rozkład znajduje się od strony ogrodu. Okna piano nobile, czyli kondygnacji mieszczącej pomieszczenia reprezentacyjne zostały zwieńczone naczółkiem. 
Samo wejście do budynku wyznacza skromny portal z boniowanymi, nieznacznie zaznaczonymi pilastrami, czyli płaskimi filarami przyściennymi. zaś nad drzwiami zastosowano półokrągłe naświetle. Portal zwieńczony został typowym dla architektury starożytnej i porządku klasycznego architrawem z tryglifem ozdobionym od dołu regulą wraz z sześcioma guttami.  Tuż nad portalem umieszczony został kartusz bez inskrypcji. Dwuskrzydłowe drzwi prowadzą do klatki schodowej prostej, jednobiegowej prowadzącej już bezpośrednio do pierwszej, reprezentacyjnej kondygnacji. Pod klasycznym gzymsem zastosowane zostało ząbkowanie natomiast Ciosy narożne budynku zostały boniowane poziomo.

    Całość, zgodnie z renesansowymi detalami otacza boniowany cokół z oknami przyziemia.  Kolejną bardzo charakterystyczną cechą przeniesioną na dittrichowski pałac są ryzality, czyli fragmenty budynku wysunięte przed lico elewacji. W największym środkowym, znajdującym się od frontu, umieszczono wejście do budynku, natomiast w tylnej mamy ich aż trzy. Dwa skrajne obejmują wyjścia na podniesiony ponad otaczający teren taras otoczony balustradą, środkowy zaś wspiera widokowy balkon dodatkowo wsparty na oknie wykuszowym przyziemia. Również ściana boczna skierowana ku Stelli posiada ryzalit zwieńczony płaskim daszkiem. 
     Jako że miasto jest dość młode nie ma możliwości ujrzenia w nim budowli w stylach daleko historycznych. Szczęśliwie XIX wiek i początek XX przyniosły nam powrót do szeroko pojmowanego historyzmu, a co za tym idzie powstawania budynków choć częściowo przypominających, bądź posiadających cechy budowli gotyckich, romańskich czy jak tu renesansowych.

      Niemniej interesująco jawią się wnętrza. Tuż za wejściem ustawione zostały filary, a spoglądając ku górze możemy podziwiać kunsztownie odnowione kasetonowe sufity typowe dla epoki renesansu. Podobnie zdobienia wieńczą sufity w innych pomieszczeniach parteru, zwłaszcza pięknie prezentują się te dębowe z charakterystycznymi dla baroku wolutami (ślimacznicami) zaczerpniętymi ze sztuki antycznej.    

piątek, 30 grudnia 2016

Epizod 141 - Zapomniany cmentarz Baptystów



     Nie każdy Żyrardowianin wie, a osoby przyjezdne nie mają pojęcia, iż jeszcze w latach 80-tych XX wieku w samym centrum dzisiejszego osiedla Wschód znajdowały się pozostałości  cmentarza Baptystów, którzy swój Dom Boży mieli i nadal mają przy ulicy 1-go Maja 112 i właśnie w pobliskiej wsi Teklinów zbór nabył działkę na założenie własnego miejsca pochówku. Historia powstania cmentarza sięga początków 1892 roku,  kiedy to gmina, reprezentowana przez Karola Witta i Henryka Wolfa rolników z Teklina, jednocześnie członków zboru, nabyła 42 pręty gruntu (783,72 m kw).
    Los gminy Baptystów, a w konsekwencji również cmentarza przypieczętował wybuch II wojny światowej. Akta i dokumenty bądź to zostały wywiezione przez uciekających wiernych bądź zaginęły w zawierusze wojennej.
    Rok 1955 przyniósł kolejną decyzję, a mianowicie działka nr 12 o pow 2372 m kw przeszła na własność  Skarbu Państwa, ponieważ zgodnie z rozpoczętymi działaniami wojennymi ówcześni właściciele Adolf Kuba i Teodor Kunst utracili posiadane nieruchomości. W końcu byli Niemcami.  
    I marazm taki trwał aż do lat 70-tych XX wieku kiedy to zgodnie z planowaną budową nowego osiedla postanowiono zagospodarować teren wówczas już zdewastowanego i zaniedbanego cmentarza. Dnia 17 maja 1973 roku przeprowadzono lustrację terenu stwierdzając, iż na nieogrodzonym i zarośniętym krzewami bzu i akacjami cmentarzu zachowało się tylko 16 grobów przy czym tylko trzy z nich posiadały widoczne i czytelne napisy. A były to pomniki Hedwiga Klatta zm. 26 czerwca 1937 roku, Hanny Jordan zm. w 1909 oraz Wilhelminy i Karola Witt zmarłych w 1934 roku. I na tej jakże wątłej podstawie lustrujący stwierdził, iż data 1937 roku była ostatnim rokiem pochówków. W związku z tym, decyzją z 9 października 1973 roku, zamknięto cmentarz i tu uwaga!  ewangelicko-augsburski wcześniej ustalając z ową gminą, iż nie rości sobie ona do niego praw. Badając dogłębnie ocalałe akta można jednak stwierdzić, iż zaszło tutaj "małe nieporozumienie", gdyż ewidentnie kościół ewangelicko -augsburski posiadał pierwotnie cmentarz tuż obok zakupionej przez Baptystów działki, ale po przyznaniu im terenu tuż obok głównego cmentarza, ich stare miejsce pochówku zostało zlikwidowane, a szczątki przeniesione. Ale żeby decydowali o przyszłości cmentarza Baptystów? 
     Teren, zgodnie z decyzją miał zostać przeznaczony jedynie na zieleń osiedlową, co jak widać zupełnie mija się z rzeczywistością, a szczątki miały zostać przeniesione na niesprecyzowany cmentarz. A jak naprawdę było, przekonano się podczas budowy pawilonów handlowych, kiedy to robotnicy wykopywali kości, a nawet czaszki pochowanych, które później walały się na hałdach ziemi służąc dzieciom jako rekwizyty do zabawy.
      Na kolejne dwadzieścia lat temat zamieciono pod dywan i dopiero odrodzenie się w Wolnej Polsce umożliwiło zborowi na ponowny rozwój i szukanie swoich praw w sądzie. Wrócił temat cmentarza. Wiele procesów, wpierw o zwrot ziemi, następnie o przyznanie odszkodowania, w końcu oddalenie przez ministerstwo wszelkich roszczeń nadal wiszą nad gminą, która do dnia dzisiejszego nie uzyskała jakiejkolwiek rekompensaty, jakiegokolwiek zadośćuczynienia za samowolę dawnych władz. I mimo posiadania dokumentu potwierdzającego nabycie części tejże działki o pow. 42 prętów, choć gmina była w stanie udowodnić, słowami dawnych wiernych, iż rzeczywiście istniał tam cmentarz, a pochówków dokonywano również po II wojnie światowej, do dnia dzisiejszego nic nie wskórano. Przecież nadal istnieją dokumenty nabycia przez Karola Witta i Henryka Wolfa  tychże terenów od Henryka Rummingera, czyli  gospodarstwa chłopskiego z przeznaczeniem pod cmentarz. I nawet jeśli ciężko będzie udowodnić fakt posiadania całych 2372 m kw terenu, to jednak te 42 pręty mają swoje odniesienie w aktach.
     Obecnie, miejsce poświęcone i w pewnym sensie mistyczne dla Baptystów, a także osób zainteresowanych pielęgnowaniem historycznych pozostałości wielokulturowości Żyrardowa, zostało zagospodarowane osiedlowymi pawilonami handlowymi, placem zabaw oraz wieżowcem,  a jedynymi świadkami minionych lat są nieliczne robinie akacjowe spoglądające z wysokości swych koron, na jakże zmienioną, otaczającą je przestrzeń. 
    Brak jakichkolwiek znaków, świadczących o symbolice tego miejsca, zawstydza i daje do myślenia, co może kiedyś stać się z nami.

wtorek, 15 listopada 2016

Epizod 140 - Czerwone pomniki na żyrardowskim cmentarzu



   Żyrardowski cmentarz to wdzięczne miejsce do poznawania historii miasta. Pomniki znanych i poważanych osobistości zwracają uwagę tuż po wejściu na teren nekropolii. Warto jednak zagłębić się i pospacerować, aby w tylnej części cmentarza natknąć się na jakże charakterystyczne obeliski upamiętniające bohaterskie czyny Polaków podczas II wojny światowej. Miejsca pamięci narodowej, masowe groby, które przez wiele lat po wojnie prosiły się o jakiekolwiek upamiętnienie. Czekać jednak trzeba było ponad 30 lat, aby godnie uczcić bohaterów września 1939 roku, czy żołnierzy Armii Krajowej ze zgrupowania „Kampinos” , którzy we wrześniu 1944 roku w okolicach Żyrardowa oddali swoje życie za wolność.
     Dzięki ówczesnym sugestiom mieszkańców, miasto w końcu zajęło się tematem należytego upamiętnienia polskich żołnierzy. Na zlecenie magistratu, Przedsiębiorstwo Państwowe Pracownie Sztuk Pięknych w Warszawie przystąpiło do prac i stworzyło pamiątkowe monumenty, które w końcu mogły górować nad częścią cmentarza wypełnioną grobami poległych jak i zmarłych w okresie II wojny światowej. 
     Pierwszy z nich, prawie trzy i pół metrowy orzeł, wykonany został przez rzeźbiarzy Tadeusza Wyrzykowskiego oraz Kazimierza Danilewicza. Cztery masywne bloki jakże charakterystycznego  czerwonego piaskowca tzw. kopulaka ozdobiły w końcu  nasz cmentarz. Ten charakterystyczny kamień pochodzi z naszych Gór Świętokrzyskich, a konkretnie z jego północnej najstarszej części, datowanej na trias, a konkretnie na okres tzw pstrego piaskowca. Charakterystyczna czerwona barwa to wpływ dużej zawartość tlenku żelaza.
Środkowy blok wypełnia wykute epitafium:
 „Żołnierzom Wojska Polskiego poległym w obronie ojczyzny w 1939 r. Cześć ich pamięci. Mieszkańcy Żyrardowa.”
    Drugi z nich, w kształcie Krzyża Walecznych z zamontowanym  w późniejszym okresie Herbem Polski, stanął na grobach żołnierzy AK zgrupowania „Kampinos” z inskrypcją znajdującą się w lewej górnej części głoszącej: 
„Żołnierzom Armii Krajowej poległym w walce z okupantem hitlerowskim w okolicach Żyrardowa w 1944 roku. Cześć ich pamięci. Mieszkańcy Żyrardowa.”

    Trzeci blok czerwonego piaskowca stanął w miejscu upamiętniającym poległych żołnierzy radzieckich. Wysoki obelisk od mieszkańców miasta ozdobił kwaterę żołnierzy poległych podczas „wyzwalania miasta” głosząc:
 „Poległym chwałą. Żywym wolność. Narodom pokój. Bohaterom Armii Czerwonej poległym w 1945 r. Mieszkańcy Żyrardowa”. 
    Trzydzieści lat i zmienne warunki atmosferyczne zrobiły swoje. Kamienie pokryte zostały zaciekami oraz gdzieniegdzie mchem. Zmienił się również kolor na brudny czerwony a i swoje dodali wandale "ubarwiając" karykaturami napisów. I znając obecne podejście do powojennego "wyzwolenia" nie możemy spodziewać się zmiany takiego stanu rzeczy na pomniku żołnierzy radzieckich, to już dwa pozostałe obeliski wymagają jednak przyzwoitego zajęcia się nimi, zwłaszcza w świetle patriotycznych wzlotów społeczeństwa w ostatnich latach. Być może kolejna zbiórka środków na renowacje grobów na żyrardowskiej nekropolii miast zajmować się w jak ostatnich latach, nie przeczę urokliwymi aczkolwiek anonimowymi dla historii miasta grobami, weźmie pod lupę miejsca pochówku ludzi, z których naprawdę możemy być dumni.

piątek, 14 października 2016

Epizod 139 - Niecodzienne zastosowanie żyrardowskiego lnu



Jakież musiało być zdziwienie i zaskoczenie dla dwóch historyków sztuki z Instytutu Sztuki PAN, pań Izabelli Galickiej i Hanny Sygietyńskiej, kiedy to podczas rutynowej inwentaryzacji zabytków na plebanii w Kosowie Lackim w roku 1964, przez uchylone drzwi do pokoju proboszcza ks. Władysława Stępnia zauważyły intrygujący obraz wiszący na ścianie. Było w nim coś tajemniczego. Może to stan jego zachowania, może barwy. Niemniej wzbudził on zainteresowanie, jak się miał okazać jak najbardziej słuszne.  Już wstępne badania kobiet z wielkim prawdopodobieństwem wskazały, iż to może być dzieło samego Dominikosa Theotokopulosa zwanego El Greco i pod takim pseudonimem malującego lub przynajmniej jednego z jego uczniów.
      Zachwytu nie podchwyciło jednak środowisko malarskie w Polsce często naśmiewając się z „młodych i niedoświadczonych”. Miały jednak rację. Badania konserwatorskie wykonane w 1974 przez wybitne ekspertki w tej dziedzinie, Zofię Blizińską i Marię Orthweinową  jednoznacznie potwierdziły, iż „Ekstaza Św. Franciszka” jest rzeczywiście dziełem wielkiego greckiego artysty. Jak się okazało podczas badań, na płótnie widniała sygnatura: "A. van Diick", a pod nią starsza, autentyczna: "Dominikos Theotoko […]."
     Drogocenny obraz nie trafił jednak do widzów. W obawie przed konfiskatą przez państwo kolejne dziesięciolecia spędził w magazynie czekając na lepsze czasy. 
Sensacji na skale całego kraju był jednak ciąg dalszy. Skąd takie dzieło znalazło się na dalekiej prowincji ?
    Po wywiadzie środowiskowym okazało się, iż w roku 1927 parafianie postanowili kupić proboszczowi obraz na imieniny, a jako, że  proboszcz nosił imię Franciszek padło na wiadomego świętego. Wysłano do Warszawy wikariusza ks. Stanisława Szepietowskiego, który w jednym z antykwariatów zakupił obraz dla  ks. Franciszka Dąbrowskiego, za którym, obraz trafił właśnie do Kosowa Lackiego.
     Ale co do tego ma Żyrardów i nasz len? Otóż częstą praktyką, było wzmacnianie płótna. Delikatna, szesnastowieczna tkanina została właśnie żyrardowskim płótnem podbita tworząc drugą warstwę. Kiedy to miało miejsce, nie wiadomo. Niemniej okazało się, że żyrardowski len ma również takie zastosowanie i doskonale zdaje egzamin.
    Dziś trwają kolejne prace konserwatorskie, które mają zakończyć się do końca tego roku. Zakonserwowany obraz trafi z powrotem do Muzeum Diecezjalnego w Siedlcach, gdzie eksponowany jest od 2004 roku.
  „Ekstaza Św. Franciszka” jest jednym z pierwszych wizerunków świętego namalowanym przez El Greco. Powstanie jego datowane jest na lata 1575-1580. Obraz przedstawia młodego Franciszka otrzymującego stygmaty, pochylonego do przodu, wpatrzonego ze łzami oczach w niebo. I tu właśnie z postawą świętego pojawia się kolejna ciekawostka związana z niedocenianym przez wiele wieków El Greco, odkrytym na nowo dopiero w XX wieku. Otóż nienaturalnie wygięte postacie, które malował mistrz uważano za przejaw astygmatyzmu bądź innej wady wzroku malarza.
    Kolejny przykładem zupełnej ignorancji jest sygnatura obrazu. Dopiero pod nowszym podpisem znajdował się autentyczny. Powód był prozaiczny. Ktoś chciał prawdopodobnie podbić cenę obrazu poprzez umieszczenie podpisu „Van Diick” uzyskując w ten sposób  podobieństwo do niederlandzkiego malarza van Dijk’a.