piątek, 10 marca 2017

Epizod 144 - Wspomnienia z dawnej ulicy Tylnej


Zachowany przez mamę pani Ewy rysunek wykonany został w formacie A3 jako praca w temacie „Rysunek ołówkiem z natury” na zajęcia plastyki w żyrardowskim LO. Pani Ewa dziecięce i młodzieńcze lata spędziła w domu państwa Skalskich, w którym mieszkała jej rodzina od 1954 roku.
  Pani Ewa wspomina: „Przed Skalskimi (Jakubowscy to też rodzina Skalskich) to tam nikt nie mieszkał. Bo to oni właśnie po wojnie zagospodarowali parter tego budynku (jedną sień). W latach 50-tych Państwo zagospodarowało drugą sień i dobudowało piętra nad całością. Pozostali lokatorzy zamieszkali w 1954 r. Część nad i za bramą pozostała niezagospodarowana i po czasie popadła w ruinę. Dodam, że parter budynku murowanego przed wojną wybudowali państwo Wolniewiczowie. Przez wojnę stał niezadaszony”.
   Narysowany drewniak zamykał odcinek ulicy 16-go Stycznia pomiędzy G.Narutowicza, a W. Łukasińskiego. Pani Ewa wspomina. „Za tamtym domem patrząc w kierunku ul.F. Dzierżyńskiego (dziś G. Narutowicza) był niski, murowany otoczony ogrodem dom ze sklepem państwa Obłąkowskich. Kupowało się tam trzymany w kamiennych garnkach barszcz oraz owoce i włoszczyznę, którą Pani Obłąkowska wybierała przy kliencie bezpośrednio z grządek. Można też było za niską opłatą wypożyczyć szatkownicę do przygotowania kapusty w beczce na zimę.
   Na moim rysunku do drewnianego domu z lewej strony przylega płot . Za tym płotem był właśnie ogród pani Obłąkowskiej. Na starej fotografii (z zbiorów Czesława Tkacza) widać (od drewniaka ) wysoki płot, później niski, furtkę i tam gdzie znowu zaczyna się wysoki płot za moich czasów stał budynek murowany z poddaszem. Stał on frontem do ogrodu i szczytem do ulicy 16-go Stycznia.  W szczycie było okno sklepowe i drzwi. Tu początkowo był sklep pani Obłąkowskiej ( ja tego nie pamiętam) a później sklep spożywczy Społem. Natomiast wchodząc przez furtkę można było, jak już mówiłam, kupić u pani Obłąkowskiej zieleninę prosto z ogródka, biały barszcz w butelce itp.
  Inny charakterystyczny dom drewniany w sąsiedztwie tzw. Belwederek, który stał na rogu ul. 16-go Stycznia i F. Dzierżyńskiego (dziś G.Narutowicza) spłonąl ok. 1976 roku. Nikt tam już wtedy nie mieszkał”.
    Wracając do domu z czasów młodości pani Ewy sprawa z nim wyglądała następująco. „Państwo Wolniewiczowie wybudowali  cały parter budynku przed wojną. W skład parteru wchodziły: 4 okna od ul. Dekerta i 4 okna od podwórza ( sień 1), 2 okna od Dekerta i dwa okna od 16-stycznia (sień 2), brama , 1 okno od 16-stycznia i jedno od podwórza ( sień 3). W takiej niezadaszonej, surowej formie budowa przetrwała czas okupacji. Pani Wolniewiczowa była osobą chorą. Po jej śmierci majątek odziedziczył mąż, siostra i opiekunka.  Zaraz po wojnie od spadkobierców państwo Skalscy odkupili i zagospodarowali część parteru ( sień 1). Dopiero w latach 50-tych Państwo zagospodarowało następną część parteru (sień 2) i dobudowało piętra. Czyli pozostali lokatorzy (poza Skalskimi) zamieszkali 1954 r (a wśród nich moi rodzice, brat i roczna ja). Część nad i za bramą (sień 3) pozostała niezagospodarowana i po czasie popadała w ruinę, tworząc zagrożenie. Rozebraną ją dopiero po 2008 roku, ponieważ wcześniej bano się naruszyć konstrukcję nośną budynku (fot. Ewa Gabrylewicz).
    Jeśli chodzi o lokatorów to jedni się wyprowadzali inni wprowadzali, a jeszcze inni mieszkali tu do końca życia. Z tego co pamiętam mieszkali tam : Skalscy, Jakubowscy, Leniarski (Roch), Kowalscy, Malikowie, Liszewscy, Skudlarscy, Wojciechowscy, Puczyńscy, Podgórscy, Stangretowie itd.
Do dziś dnia na podwórku stoi budynek z czerwonej cegły, który by tam zanim się wprowadziliśmy. Do niego przylegał warsztat ślusarski pana Skalskiego, po którym jeszcze niedawno można było zauwayć ślady na bocznej ścianie, dziś zakryte przez nowobudowany kompleks. Początkowo podwórko dla mieszkańców naszego domu było nieduże. Wzdłuż przebiegał drewniany płotek i dzielił podwórze na wspólne 1/3 i Skalskich 2/3”.
   „Za drewniakiem z rysunku była m.in. piekarnia Kubickiego.  Po drugiej stronie ul. J. Dekerta naprzeciwko domu Skalskiego, w głębi, stał parterowy długi domek, w którym mieściły się jakieś biura spółdzielni. Szczyt domu przypadał prawie na wprost ul. G. Narutowicza (wówczas F. Dzierżyńskiego). Przed tym budynkiem do ul. J. Dekerta był plac porośnięty trawą z wydeptaną na skos ścieżką. Rodzice nazywali go „Psi plac”. Często bawiliśmy się tu piłką, graliśmy w klasy, w wojnę, ale też oprócz piesków można było spotkać np. pana Leona ze swoim koniem. Przychodziła też pani z trzema kozami.
   Na rysunku znajduje się również drugi już nieistniejący drewniak, w którym na rogu budynku znajdował się zakład krawiecki pana Gajewskiego.Przed nim stała studnia- przycisk. Trochę dalej, na parterze mieszkał m.in pan Leon Kowalski, ale również Majewscy, Góreccy, czy Świerszczyńscy. Naprzeciwko tego drewniaka, w podwórku, była piekarnia pana Kubickiego”.
Tak oto swoje dziecięce i młodzieńcze lata na ulicy 16-go Stycznia wspominała mieszkanka Żyrardowa, pani Ewa Gabrylewicz.

niedziela, 26 lutego 2017

Epizod 143 - Rajd z automatem w tle

      12 maja 1992 roku przeszedł do najnowszej historii Żyrardowa spektakularnym i mrożącym krew żyłach rajdem przez całe miasto grupy gangsterów, którzy na swojej drodze zostawili jedną ofiarę śmiertelną i trzy postrzelone osoby, w tym dwóch policjantów. Mieszkańcy zajmujący lokale i domy wzdłuż ulicy 1-go Maja nadal dokładnie pamiętają terkot Kałasznikowa oraz ślady po kulach na budynkach. Ale od początku.
    Tuż przed południem Komenda Rejonowa w Żyrardowie otrzymała informację, iż spod lotniska Sochaczew-Bielice został skradziony Polonez, w którym prawdopodobnie znajduje się broń, a sprawcy po kradzieży paliwa na pobliskiej stacji kierują się w stronę robotniczego miasta. Poinformowani o dramatycznej sytuacji żyrardowscy policjanci, panowie Bieniek i Baranowski, dojechali do dawnej bazy PKS przy ulicy 1-go Maja, gdzie w oddali zobaczyli pędzący na włączonych światłach pojazd. Próbując zajechać mu drogę spowodowali, iż kierowca stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w przydrożne drzewo. Wówczas jeden z pasażerów wyskoczył i zaczął uciekać. Popędził za nim sierżant Janusz Bieniek i najpewniej udałoby mu się go złapać, gdyby nie postrzelił go w nogę drugi z gangsterów, który wyszedł z uszkodzonego pojazdu i wymierzył broń w policjanta. Ślady po kulach pozostały na ścianie budynku, w którym dziś znajduje się sklep z okcesoriami BHP. Drugi z policjantów widząc, iż sytuacja wymknęła się spod kontroli, schował się za drzewem i zaczął ostrzeliwanie. Po kilku chwilach na miejscu pojawili się żyrardowscy kryminalni, którzy siedzibę mieli wówczas w dawnym pałacyku na tyłach dzisiejszej komedy policji i również wdali się w wymianę ognia. W międzyczasie jeden z gangsterów zatrzymał zbliżające się Audi ze starszym małżeństwem, sterroryzował i groźbą zmusił do opuszczenia pojazdu. Po przejęciu kolejnego auta kontynuowali ucieczkę w kierunku centrum miasta po drodze puszczając serie z Kałasznikowa po przydrożnych budynkach. Resursa, czy prokuratura pokryły się dziurami po kulach. Uszkadzając podczas strzelaniny radiowóz spowodowali chwilowe wstrzymanie pościgu. Na wylocie z miasta przy ulicy A. Mickiewicza nastąpiła kolejna próba zatrzymania i kolejna wymiana ognia. Gangsterzy ominęli blokadę i nie zwalniając mknęli dalej w kierunku Mszczonowa. 
      W tym samym czasie uczestnicząca w zajęciach na strzelnicy zlokalizowanej na przedłużeniu drogi do Sokula grupa policjantów odebrała wiadomość o zdarzeniu i czym prędzej służbową Nyską kierowaną przez Czesława Tkacza podjęła pościg. Po drodze zatrzymali się jeszcze na chwilę przed główną komendą zlokalizowaną wówczas przy ulicy 1-go Maja, w budynku gdzie dziś funkcjonuje Straż Miejska, zabrali zapas amunicji i broń, a za kierownicą Pana Czesława zmienił jego kierownik Pan Zbigniew Kowalski. Niestety uciekający bandyci byli już daleko z przodu zbliżając się w szybkim tempie do Mszczonowa. Poinformowani o strzelaninie w Żyrardowie przez radio policjanci z sąsiedniego miasta używając TIR-a zablokowali drogę na wiadukcie w Słabomierzu zmuszając uciekinierów do zawrócenia i skierowania się z powrotem w kierunku Żyrardowa. Nim pędząca Nyska dojechała do Korytowa wracający samochodem osobowym uciekinierzy skręcili obok korytowskiego młyna i skierowali się w stronę Radziejowic. Tam ostrzelali kolejny radiowóz raniąc policjanta w ucho i skręcili na „katowicką” w kierunku Warszawy. Tu, po przejechaniu około 7 kilometrów zatarli prawdopodobnie silnik w samochodzie i tak jak poprzednio postanowili za wszelką cenę zatrzymać kolejny. Tu padło nieszczęśliwie na zmierzającego w kierunku Katowic kierowcę Mercedesa. Zignorował on nakaz zatrzymania się i ominął gangsterów. Jak się później okazało pierwsza seria przestrzeliła mu nogi i raniła pasażera, druga postrzeliła w głowę powodując natychmiastową śmierć, a samochód siłą rozpędu wpadł do rowu i uderzył w drzewo. Zdesperowani mordercy wrócili na przeciwległy pas i zatrzymali zbliżającą się Tavrię, sterroryzowali kierowcę, przejęli samochód i uciekli w kierunku Warszawy.
      Tu trop urywa się na kilkadziesiąt godzin.  Po kilku minutach pędząca z Żyrardowa Nyska dojeżdża do miejsca zabójstwa i tu kończy swój udział w akcji, będą cały czas tuż za uciekinierami, a jadącym w niej policjantom pozostawało tylko oglądanie efektów ucieczki i zabezpieczenie miejsca.
     W tym momencie rozpoczyna się żmudna policyjna akcja poszukiwawcza zakończona szczęśliwie sukcesem. Około 2,5 tysiąca policjantów, jednostka antyterrorystyczna oraz cztery helikoptery przeczesują teren, a zaangażowani 24 godziny na dobę policjanci typują sprawców. Szybko okazało się, że jednym z nich jest W.S., który nie powrócił z przepustki do zakładu karnego. Dwa dni później około godziny ósmej dyżurny komisariatu policji w Rawie Mazowieckiej odbiera telefon. Okazuje się, że dodzwonił się kierowca TIRA, informując, iż dopiero, co wysadził przy drodze na Skierniewice brudnego i wyczerpanego młodego mężczyznę, który szybko chciał dostać się do jakiejkolwiek stacji PKP, a jako że słyszał o akcji policji sprzed dwóch dni zaczął podejrzewać, iż wiózł jednego z przestępców. Jak się okazało słusznie.  Zaalarmowany patrol udał się nieoznakowanym Żukiem na miejsce i rzeczywiście wśród kilku autostopowiczów znajdowała się osoba o wskazanym rysopisie. Natychmiast przystąpiono do działania i ujęto jednego z poszukiwanych, rannego, brudnego i wyczerpanego. Podczas przesłuchania wyszły na jaw kolejne fakty i godziny po ich zniknięciu zaczęły wypełniać się kolejnymi informacjami. Otóż dotarli drogą okrężną pod Rawę Mazowiecką, gdzie siłą zdobyli apteczkę i prowizorycznie opatrzyli rannego, a następnie udali się w kierunku Radomia. Tam rozdzielili się, a pojmany i zeznający ranny gangster udał się do Nowego Miasta, gdzie złapał właśnie tego TIR-a chcąc dojechać do Piotrkowa Trybunalskiego na stację PKP. Podczas rozmowy kierowca samochodu ciężarowego zasugerował bliższą stacje w Skierniewicach i też z tego powodu znalazł się on ponownie pod Rawą Mazowiecką, gdzie został pojmany. Kolejne zatrzymania były tylko kwestią czasu. W. S. zatrzymano, również 14 maja, w Ostrowcu Wielkopolskim. Zaskoczony zaczął uciekać, a gdy po oddaniu strzałów ostrzegawczych nie zareagował został raniony w podudzie. Najdłużej ukrywał się J.P., ale i on wpadł.Jak się okazało jednym z pojmanych był dawny uciekinier z 6 Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej, zwany pewnie od jednostki, z której zdezerterował „Komandosem”. Postawiony przed sądem wojskowym uciekł z sali rozpraw przez okno i ukrywał się prawie osiem miesięcy, a ostatnio odsiadywał wyrok 2,5 roku więzienia za kradzież i włamanie. 
       Po dwóch latach zapadł wyrok skazując W.J na 20 lat pozbawienia wolności, W.S i P.G na 11 lat, a J.P na 10 lat.

    Artykuł nie powstałby bez informacji udzielonych przez żyrardowskiego policjanta, Czesława Tkacza, naocznego świadka tamtych zdarzeń.  

środa, 18 stycznia 2017

Epizod 142 - Architektura pałacyku Karola Dittricha juniora



  Czerwona, nieotynkowana cegła zasnuwa Żyrardów od ponad wieku. Na każdym kroku kolejne ceglane budowle przypominają o przemysłowej historii miasta, podkreślone przyznaniem tejże unikalnej na skalę europejską dawnej Osadzie Fabrycznej statusu Pomnika Historii. I jest to niezaprzeczalny fakt, iż miejsce na polskiej mapie historycznej Żyrardów zawdzięcza właśnie wielu milionom cegieł wytworzonych w pobliskiej radziejowickiej cegielni, gdzie mnogość kształtów mogłaby nie jednego przyprawić o ból głowy. Ale Żyrardów to nie tylko styl Zigelrohbau. To nie tylko otaczające nas z każdej strony odcienie czerwieni, ale również wiele innych budynków, czy to użyteczności publicznej, sakralnych, czy też typowo mieszkalnych prezentujących praktycznie wszystkie style architektoniczne jakie były popularne w Polsce pod koniec XIX oraz na początku XX wieku.

Zbudowany w latach 1885-1890 w stylu neorenesansowym pałacyk Karola Dittricha juniora pełnił funkcję reprezentacyjną istotną zwłaszcza po przekształceniu w 1885 roku Zakładów Żyrardowskich w Towarzystwo Akcyjne. W roku 1961 siedzibę znalazło tam Muzeum Historii Ruchu Robotniczego m. Żyrardowa przemianowane w 1976 roku na Muzeum Okregowe i w końcu w 2000 roku na Muzeum Mazowsza Zachodniego. I tu można by było zakończyć temat pałacyku Dittricha, gdyby nie przemilczany dotąd temat architektury chluby Żyrardowa i stylu w jakim został stworzony.

    Ten jakże charakterystyczny budynek zlokalizowany w parku zaprojektowanym przez ogrodnika Warszawskiego Ogrodu Botanicznego Karola Sparmana,  zbudowany został w stylu neorenesansowym, wpisującym się w ogólnie panujący wówczas historyzm nawiązujący i naśladujący minione epoki. Budynek wybudowany został jako siedziba reprezentacyjna i rzeczywiście wpisuje się idealnie w przykład stylowej miejskiej zabudowy końca XIX wieku i jak przystało na naśladownictwo renesansowych dzieł sztuki architektonicznej prezentuje on powściągliwy umiar, harmonię i spokój. Zgodnie z cechami stylu nadano mu doskonałe proporcje  i symetrię. Nic nie może się rzucać w oczy i wyróżniać, a uwagę i zachwyt ma wzbudzać całość i równowaga kompozycyjna.
     Rezygnacja z eksperymentów w strukturze budowli oraz zastąpienie gotyckiej czerwieni jasną elewacją nadaje mu powściągliwości, a zarazem dzięki zdobieniom elegancji i wykwintności. Podobnie jak w pobliskich willach dyrektorskich możemy podziwiać piękny mansardowy dach z ozdobnymi, łukowymi oraz dwuspadowymi lukarnami, a także koronkową, ozdobną balustradę, czyli niską ochronną barierą biegnącą wzdłuż krawędzi dachu. Mansardowy dach przywodzący na myśl dawne rezydencje francuskie spopularyzowany został przez architekta znad Loary okresu baroku Francoise Mansarta, pozwalając na zagospodarowanie poddasza, a co za tym idzie zwiększenie powierzchni użytkowej budynku. Symetrycznie rozłożone, po dwie łukowe lukarny ozdobione starożytnymi akroterionami (naszczytnikami) w kształcie palmety kryją owalne okna, w centralnej zaś części możemy podziwiać facjatkę z dwuspadowym nadokiennikiem. Identyczny rozkład znajduje się od strony ogrodu. Okna piano nobile, czyli kondygnacji mieszczącej pomieszczenia reprezentacyjne zostały zwieńczone naczółkiem. 
Samo wejście do budynku wyznacza skromny portal z boniowanymi, nieznacznie zaznaczonymi pilastrami, czyli płaskimi filarami przyściennymi. zaś nad drzwiami zastosowano półokrągłe naświetle. Portal zwieńczony został typowym dla architektury starożytnej i porządku klasycznego architrawem z tryglifem ozdobionym od dołu regulą wraz z sześcioma guttami.  Tuż nad portalem umieszczony został kartusz bez inskrypcji. Dwuskrzydłowe drzwi prowadzą do klatki schodowej prostej, jednobiegowej prowadzącej już bezpośrednio do pierwszej, reprezentacyjnej kondygnacji. Pod klasycznym gzymsem zastosowane zostało ząbkowanie natomiast ciosy narożne budynku zostały boniowane poziomo.

    Całość, zgodnie z renesansowymi detalami otacza boniowany cokół z oknami przyziemia.  Kolejną bardzo charakterystyczną cechą przeniesioną na dittrichowski pałac są ryzality, czyli fragmenty budynku wysunięte przed lico elewacji. W znajdującym się od frontu, umieszczono wejście do budynku, natomiast w tylnej widzimy widokowy balkon dodatkowo wsparty na oknie wykuszowym przyziemia. Zlokalizowane w bocznych osiach wyjścia prowadzą na podniesiony ponad otaczający teren taras boniowany oraz otoczony balustradą  Również ściana boczna skierowana ku Stelli posiada ryzalit zwieńczony płaskim daszkiem. 
     Jako że miasto jest dość młode nie ma możliwości ujrzenia w nim budowli w stylach daleko historycznych. Szczęśliwie XIX wiek i początek XX przyniosły nam powrót do szeroko pojmowanego historyzmu, a co za tym idzie powstawania budynków choć częściowo przypominających, bądź posiadających cechy budowli gotyckich, romańskich czy jak tu renesansowych.

      Niemniej interesująco jawią się wnętrza. Tuż za wejściem umieszczone zostały filary, a spoglądając ku górze możemy podziwiać kunsztownie odnowione kasetonowe sufity typowe dla epoki renesansu. Podobnie zdobienia wieńczą sufity w innych pomieszczeniach parteru, zwłaszcza pięknie prezentują się te dębowe z charakterystycznymi dla baroku wolutami (ślimacznicami) zaczerpniętymi ze sztuki antycznej.    

piątek, 30 grudnia 2016

Epizod 141 - Zapomniany cmentarz Baptystów



     Nie każdy Żyrardowianin wie, a osoby przyjezdne nie mają pojęcia, iż jeszcze w latach 80-tych XX wieku w samym centrum dzisiejszego osiedla Wschód znajdowały się pozostałości  cmentarza Baptystów, którzy swój Dom Boży mieli i nadal mają przy ulicy 1-go Maja 112 i właśnie w pobliskiej wsi Teklinów zbór nabył działkę na założenie własnego miejsca pochówku. Historia powstania cmentarza sięga początków 1892 roku,  kiedy to gmina, reprezentowana przez Karola Witta i Henryka Wolfa rolników z Teklina, jednocześnie członków zboru, nabyła 42 pręty gruntu (783,72 m kw).
    Los gminy Baptystów, a w konsekwencji również cmentarza przypieczętował wybuch II wojny światowej. Akta i dokumenty bądź to zostały wywiezione przez uciekających wiernych bądź zaginęły w zawierusze wojennej.
    Rok 1955 przyniósł kolejną decyzję, a mianowicie działka nr 12 o pow 2372 m kw przeszła na własność  Skarbu Państwa, ponieważ zgodnie z rozpoczętymi działaniami wojennymi ówcześni właściciele Adolf Kuba i Teodor Kunst utracili posiadane nieruchomości. W końcu byli Niemcami.  
    I marazm taki trwał aż do lat 70-tych XX wieku kiedy to zgodnie z planowaną budową nowego osiedla postanowiono zagospodarować teren wówczas już zdewastowanego i zaniedbanego cmentarza. Dnia 17 maja 1973 roku przeprowadzono lustrację terenu stwierdzając, iż na nieogrodzonym i zarośniętym krzewami bzu i akacjami cmentarzu zachowało się tylko 16 grobów przy czym tylko trzy z nich posiadały widoczne i czytelne napisy. A były to pomniki Hedwiga Klatta zm. 26 czerwca 1937 roku, Hanny Jordan zm. w 1909 oraz Wilhelminy i Karola Witt zmarłych w 1934 roku. I na tej jakże wątłej podstawie lustrujący stwierdził, iż data 1937 roku była ostatnim rokiem pochówków. W związku z tym, decyzją z 9 października 1973 roku, zamknięto cmentarz i tu uwaga!  ewangelicko-augsburski wcześniej ustalając z ową gminą, iż nie rości sobie ona do niego praw. Badając dogłębnie ocalałe akta można jednak stwierdzić, iż zaszło tutaj "małe nieporozumienie", gdyż ewidentnie kościół ewangelicko -augsburski posiadał pierwotnie cmentarz tuż obok zakupionej przez Baptystów działki, ale po przyznaniu im terenu tuż obok głównego cmentarza, ich stare miejsce pochówku zostało zlikwidowane, a szczątki przeniesione. Ale żeby decydowali o przyszłości cmentarza Baptystów? 
     Teren, zgodnie z decyzją miał zostać przeznaczony jedynie na zieleń osiedlową, co jak widać zupełnie mija się z rzeczywistością, a szczątki miały zostać przeniesione na niesprecyzowany cmentarz. A jak naprawdę było, przekonano się podczas budowy pawilonów handlowych, kiedy to robotnicy wykopywali kości, a nawet czaszki pochowanych, które później walały się na hałdach ziemi służąc dzieciom jako rekwizyty do zabawy.
      Na kolejne dwadzieścia lat temat zamieciono pod dywan i dopiero odrodzenie się w Wolnej Polsce umożliwiło zborowi na ponowny rozwój i szukanie swoich praw w sądzie. Wrócił temat cmentarza. Wiele procesów, wpierw o zwrot ziemi, następnie o przyznanie odszkodowania, w końcu oddalenie przez ministerstwo wszelkich roszczeń nadal wiszą nad gminą, która do dnia dzisiejszego nie uzyskała jakiejkolwiek rekompensaty, jakiegokolwiek zadośćuczynienia za samowolę dawnych władz. I mimo posiadania dokumentu potwierdzającego nabycie części tejże działki o pow. 42 prętów, choć gmina była w stanie udowodnić, słowami dawnych wiernych, iż rzeczywiście istniał tam cmentarz, a pochówków dokonywano również po II wojnie światowej, do dnia dzisiejszego nic nie wskórano. Przecież nadal istnieją dokumenty nabycia przez Karola Witta i Henryka Wolfa  tychże terenów od Henryka Rummingera, czyli  gospodarstwa chłopskiego z przeznaczeniem pod cmentarz. I nawet jeśli ciężko będzie udowodnić fakt posiadania całych 2372 m kw terenu, to jednak te 42 pręty mają swoje odniesienie w aktach.
     Obecnie, miejsce poświęcone i w pewnym sensie mistyczne dla Baptystów, a także osób zainteresowanych pielęgnowaniem historycznych pozostałości wielokulturowości Żyrardowa, zostało zagospodarowane osiedlowymi pawilonami handlowymi, placem zabaw oraz wieżowcem,  a jedynymi świadkami minionych lat są nieliczne robinie akacjowe spoglądające z wysokości swych koron, na jakże zmienioną, otaczającą je przestrzeń. 
    Brak jakichkolwiek znaków, świadczących o symbolice tego miejsca, zawstydza i daje do myślenia, co może kiedyś stać się z nami.

wtorek, 15 listopada 2016

Epizod 140 - Czerwone pomniki na żyrardowskim cmentarzu



   Żyrardowski cmentarz to wdzięczne miejsce do poznawania historii miasta. Pomniki znanych i poważanych osobistości zwracają uwagę tuż po wejściu na teren nekropolii. Warto jednak zagłębić się i pospacerować, aby w tylnej części cmentarza natknąć się na jakże charakterystyczne obeliski upamiętniające bohaterskie czyny Polaków podczas II wojny światowej. Miejsca pamięci narodowej, masowe groby, które przez wiele lat po wojnie prosiły się o jakiekolwiek upamiętnienie. Czekać jednak trzeba było ponad 30 lat, aby godnie uczcić bohaterów września 1939 roku, czy żołnierzy Armii Krajowej ze zgrupowania „Kampinos” , którzy we wrześniu 1944 roku w okolicach Żyrardowa oddali swoje życie za wolność.
     Dzięki ówczesnym sugestiom mieszkańców, miasto w końcu zajęło się tematem należytego upamiętnienia polskich żołnierzy. Na zlecenie magistratu, Przedsiębiorstwo Państwowe Pracownie Sztuk Pięknych w Warszawie przystąpiło do prac i stworzyło pamiątkowe monumenty, które w końcu mogły górować nad częścią cmentarza wypełnioną grobami poległych jak i zmarłych w okresie II wojny światowej. 
     Pierwszy z nich, prawie trzy i pół metrowy orzeł, wykonany został przez rzeźbiarzy Tadeusza Wyrzykowskiego oraz Kazimierza Danilewicza. Cztery masywne bloki jakże charakterystycznego  czerwonego piaskowca tzw. kopulaka ozdobiły w końcu  nasz cmentarz. Ten charakterystyczny kamień pochodzi z naszych Gór Świętokrzyskich, a konkretnie z jego północnej najstarszej części, datowanej na trias, a konkretnie na okres tzw pstrego piaskowca. Charakterystyczna czerwona barwa to wpływ dużej zawartość tlenku żelaza.
Środkowy blok wypełnia wykute epitafium:
 „Żołnierzom Wojska Polskiego poległym w obronie ojczyzny w 1939 r. Cześć ich pamięci. Mieszkańcy Żyrardowa.”
    Drugi z nich, w kształcie Krzyża Walecznych z zamontowanym  w późniejszym okresie Herbem Polski, stanął na grobach żołnierzy AK zgrupowania „Kampinos” z inskrypcją znajdującą się w lewej górnej części głoszącej: 
„Żołnierzom Armii Krajowej poległym w walce z okupantem hitlerowskim w okolicach Żyrardowa w 1944 roku. Cześć ich pamięci. Mieszkańcy Żyrardowa.”

    Trzeci blok czerwonego piaskowca stanął w miejscu upamiętniającym poległych żołnierzy radzieckich. Wysoki obelisk od mieszkańców miasta ozdobił kwaterę żołnierzy poległych podczas „wyzwalania miasta” głosząc:
 „Poległym chwałą. Żywym wolność. Narodom pokój. Bohaterom Armii Czerwonej poległym w 1945 r. Mieszkańcy Żyrardowa”. 
    Trzydzieści lat i zmienne warunki atmosferyczne zrobiły swoje. Kamienie pokryte zostały zaciekami oraz gdzieniegdzie mchem. Zmienił się również kolor na brudny czerwony a i swoje dodali wandale "ubarwiając" karykaturami napisów. I znając obecne podejście do powojennego "wyzwolenia" nie możemy spodziewać się zmiany takiego stanu rzeczy na pomniku żołnierzy radzieckich, to już dwa pozostałe obeliski wymagają jednak przyzwoitego zajęcia się nimi, zwłaszcza w świetle patriotycznych wzlotów społeczeństwa w ostatnich latach. Być może kolejna zbiórka środków na renowacje grobów na żyrardowskiej nekropolii miast zajmować się w jak ostatnich latach, nie przeczę urokliwymi aczkolwiek anonimowymi dla historii miasta grobami, weźmie pod lupę miejsca pochówku ludzi, z których naprawdę możemy być dumni.