czwartek, 22 sierpnia 2013

Epizod 6: Willa naznaczona cierpieniem



Żyrardów, jako ponad 5-cio tysięczne miasto, dostąpiło wątpliwego zaszczytu ulokowania w nim komórki Schutzpolizei „Schupo”, czyli Policji Ochronnej, która znalazła doskonałą bazę dla swojej zbrodniczej i przestępczej działalności w Willi „Wanda”, na obrzeżach Żyrardowa. Znamiennym jest fakt, iż do głównych działań statutowych tej organizacji należała, między innymi, kontrola ewidencji  ludności, ochrona urzędów, walka z szerzącym się w państwie czarnym rynkiem, ale również organizowanie łapanek, przeprowadzanie egzekucji i prowadzenie działalności przeciwpartyzanckiej. 

Zwłaszcza na polu ostatnich zadań żyrardowskie Schupo osiągnęło szczyt swojego zaangażowania i efektywności.  Takie nazwiska jak Waschow, Hottinger, czy Wiesel siały postrach na ulicach miasta, a kontakt z nimi w najlepszym wypadku kończył się odesłaniem do Warszawy na Pawiak. Wielu Żyrardowianom nawet to nie było pisane. Okrutnie torturowanych przez wiele dni i nocy w podziemiach willi, niekiedy pozbawionych już świadomości, wywożono na pobliskie wydmy międzyborowskie, do choinki radziejowickiej lub lasku mszczonowskiego i zabijano strzałem w tył głowy.
Pół biedy, jeśli oszczędzono im katuszy, niestety większość z nich była torturowana i zmuszana do przyznania się, ujawnienia lub zdekonspirowania swoich współtowarzyszy, często na podstawie wątpliwych dowodów.

Przeraźliwe krzyki maltretowanych więźniów odbijały się echem od murów domu, a przechodnie omijali z daleka to miejsce kaźni, wybierając drogę ulica Smoczą, lub jeszcze dalej ulicami Nową i Bagno. 
Willa "Wanda"

 

W ówczesnych czasach zabudowania miasta kończyły się na wysokości ulicy Piaskowej, a dodatkowo cała prawa strona dawnej ulicy Kolejowej nie była w ogóle zabudowana. Kontynuując marsz w stronę dzisiejszego Międzyborowa przechodziło się przez lasek w Marjampolu, aby po chwili wejść  w dużo większy zalesiony obszar zwany Czarnym Borkiem. Niemcy  i miejscowi Volksdeutche już wcześniej zainteresowali się tym zalesionym terenem. Znaczna odległość od najbliższych zabudowań oraz doskonałe ukształtowanie terenu z kilkumetrowymi wydmami tworzyło idealną lokalizację do cichego i potajemnego pozbywania się niewygodnych mieszkańców Żyrardowa,a następnie grzebania ich w zbiorowych mogiłach.
Jakby tego było mało, hitlerowcy grzebali również na terenie otaczającym willę, gdzie po wojnie ekshumowano ciała i przeniesiono na miejscowy cmentarz. 

W całym tym okrutnym obrazie "hitlerowskiej katowni" jest jedno małe światełko historii, które nieśmiało przebija się przez gruby mur cierpienia, a mianowicie Paweł Hulka-Laskowski, który po powrocie z Pawiaka w 1910 roku zamieszkał z rodzicami właśnie w Willi "Wanda"

7 komentarzy:

Czesław Tkacz pisze...

No, że Paweł Hulka-Laskowski po tych wszystkich przejściach chciał tam mieszkać ...
Niektórzy powiadają, że do tej pory w tym domu straszy :)

Dariusz Szczepanik pisze...

Widocznie niezbyt precyzyjnie napisałem.
Paweł Hulka-Laskowski był na Pawiaku w 1910 roku po zamachu na oficera policji carskiej

Czesław Tkacz pisze...

No też mi coś nie pasowało bo wydawało mi się, że właśnie mieszkał tam na długo przed wojną a potem przeniósł się do Cieszyna.

Dariusz Szczepanik pisze...

Uściśliłem w tekście

Przemek Matysiak pisze...

Willa Wanda nie ma podziemi, strop piwnicy ma wysokość 140 cm i nie da się tam funkcjonować. Mam klucze i znam budynek i teren bardzo dobrze.

Dariusz Szczepanik pisze...

No mnie Pan zaskoczył, ponieważ cały Żyrardów jest przekonany, że właśnie tam katowano i mordowano. A czy może istnieje taka możliwość, iż mogą tam być jakieś zamurowane, ukryte pomieszczenia?

Anonimowy pisze...

Panowie, zaciekawiła mnie ta historia, ale czy może któryś z Was wie kiedy tak naprawdę została wybudowana? i przez kogo?